Maya Homburger – baroque violin, Barry Guy – bass
Jak sprawić, żeby zniknęły mosty pomiędzy rożnymi rodzajami muzyki? Co zrobić żeby odległe historycznie światy utworzyły wielki dźwiękowy kosmos, żeby w jednym rzędzie, na równych prawach stanęli obok siebie Heintz Ignaz Biber, Gyorgy Kurtag, Jan Sebastian Bach i anonimowy twórca, pochodzącego z IX wieku hymnu „Veni Creator Spiritus”? W jaki sposób znaleźć wspólny mianownik dla współczesnej kompozycji, wielkiej improwizacji i sztuki interpretowania dzieł spisanych na papierze nutowym? Bez względu na czas ich powstania, rodzaj, charakter, historyczną tradycję wykonawczą i utrwalone w nas diabelskie niemal zapędy, żeby wszystko ułożyć w swoich przegródkach. Słowem co zrobić, że by muzyka zabrzmiała tak jakby nie zaznała nigdy granic?
O to trzeba by zapytać Barry’ego Guya i jego żonę Mayę Homburger. Odpowiedzą jak sądzę chętnie. To mądrzy i cierpliwi ludzie. Można chyba też spróbować samemu odnaleźć odpowiedzi, tak tylko dla siebie. I gdy już strudzeni szukaniem, niepewni czy idziemy dobrymi ścieżkami i podejmujemy sensowne tropy, będzie całkiem na miejscu sięgnąć po ich najnowsze wspólne dzieło „Tales Of Enchantement”.
Tam kryją się odpowiedzi na nurtujące pytania, ale nie tylko one. Jest tam także ten rodzaj wytchnienia sprawiający, że nie czujemy się wobec spraw fundamentalnych mali i głupi. Nie mamy wrażenia, że zanim choć trochę pojmiemy o co tu chodzi, prędzej padniemy pod ciężarem wyrafinowanej egzegezy. Wszystko tu jest proste, choć tylko niewielu zdolnych jest do tak złożonej narracji. Nic nie budzi wątpliwości, niezależnie od tego czy wiedzie ona od rozczytania fragmentów Sonaty Różańcowej do jej zaimprowizowania, czy też do całkiem innych rejonów, gdzie językiem muzycznej wypowiedzi i jej budulcem są już nie tylko melodie i ich sploty, ale także rozszerzone techniki wykonawcze pełne wykwintnych preparacji instrumentów.
„Tales Of Enchantemnt”, nagrana w połowie grudnia ubiegłego roku w austriackim opactwie Sant Gerold, choć składa się z trzech kompozycji Barry’ego Guya, jednej Gyorgy’ego Kurtaga fragmentów 6, 9 i 15 Sonaty Różańcowej H.I.F Bibera oraz wspomnianego „Veni Creator Spiritus” i mogła by być potraktowana jako zbiór niezwiązanych ze sobą kompozycji, to tak naprawdę jest zachwycającą opowieścią o tym co kryje pamięć, z czego składa się nasza zbiorowa muzyczna świadomość oraz co może być wyobrażeniem nieznanego. A Bary Guy i Maya Homburger tylko podsuwają nam drogi, tylko nieznacznie pomagają w wyborze ścieżki, nade wszystko zostawiając ogromną przestrzeń, abyśmy w ich zachwycający świat mogli wpisać także i część swojego zachwytu.