Sara Serpa: vocals; Andre Matos: electric and acoustic guitars (3, 6, 9); Kris Davis: piano, Fender Rhodes (3, 5, 6, 9); Ben Street: bass; Ted Poor: drums
Urodziła się w Lizbonie, wzrastała w kręgu muzyki fado, ale jej zainteresowania nie ograniczały się do tego muzycznego gatunku. W rodzinnym mieście studiowała także w akademii muzycznej w klasie fortepianu i głosu. Szybko odkryła jazzową pasję, której zasmakowała w Hot Club Jazz de Lisbon. Jej pasje to nie tylko muzyka. Studiowała również z powodzeniem psychologię. Tak, takie właśnie są dziś kobiety jazzu. Mają szeroki horyzont, rozliczne zainteresowania i erudycję, której niekiedy bardzo brakuje jej muzycznym rówieśnikom.
Sara Serpa, bo o niej mowa, to nowa postać na światowej jazzowej scenie. U nas jest praktycznie nieznana, ale warto wiedzieć, że zdążyła już nagrać trzy płyty pod własnym nazwiskiem i wszystkie w Inner Circle Music – oficynie założonej przed laty przez słynnego mistrza saksofonowej sztuki Grega Osby’ego. Poprzednia, choć bardzo krótka, niespełna 30 minutowa „Camera Obscura”, wywołała trochę zamieszania w jazzowym świecie, ale jak mogło być inaczej skoro w duetowym nagraniu towarzyszył młodej śpiewaczce legendarny pianista i wspaniały jazzowy nauczyciel Ran Blake. Teraz na rynku ukazała się jej najnowsza propozycja, tym razem nagrana w szerszym składzie.
„Mobile” to album, z myślą przewodnią. Nie recital standardów zmieszanych z kompozycjami własnymi, ale w pełni autorska wypowiedź młodej Portugalki. Co więcej, wypowiedź, której osnową jest idea podróży, ruchu, drogi widzianej jako sztuki wolości. Zresztą sama Sara w takiej podróży jest, bo od Lizbony i fado przez akademię muzyczną, po bostońską Berkley School Of Music i New England Conservatory droga wiodła ją wcale nie łatwa. W kolejnych 10 kompozycjach składających się na płytę mamy utwory odnoszące się do arcydzieł światowej literatury. Sara sięga więc czy to po „Podróże z Charleyem” Steinbecka, „Moby Dicka” Melville’a, „Alberto Correirę” Farhiny, czy wielkie klasyki z „Odyseją” Homera czy „Historią” Herodota, czy w końcu także, co z pewnością mile połechce polską duszę nieustannie spragnioną docenienia w szerokiej światowej perspektywie, po „Heban” Ryszarda Kapuścińskiego.
Można byłoby więc spodziewać się, że skoro literatura wygląda tu z każdego zaułka i jest tak wprost wypowiedzianą inspiracją to i clue przekazu powiązane będzie ściśle z tekstem. Tymczasem z tekstu Sara korzysta bardzo rzadko. Jej uwagę o wiele bardziej zajmuje głos pojmowany jako instrument, głos, który splata się z liniami gitary, równoprawnie improwizujący. Niezwykle intrygujące jest również, że muzyka Sary co prawda wyrasta z gruntu wspomnianego już fado, ale nie jest w żadnym wypadku w tej estetyce utrzymana. Wręcz brzmi jakby naczelną ideą jej było przeniesienie fado w brzmieniową przestrzeń bardzo nowoczesnego jazzu i to także zdecydowanie nie w mainstreamowym ujęciu.
Zadziwiająco i zaskakująco brzmią te utwory. Dzieją się w jakby nierzeczywistej muzycznej przestrzeni i bardzo, ale to bardzo pobudzają wyobraźnię. Ale tu także nie mogło być chyba inaczej. W towarzyszącym Sarze zespole mamy muzyków znanych z bardzo szerokiego horyzontu muzycznego i bardzo nieortodoksyjnego podejścia do muzyki. Jest wśród nich także niezwykle ciekawa pianistka Kris Davis, o której na łamach Jazzarium.pl już trochę pisaliśmy i która, chyba nie będzie wielką przesadą stwierdzić, jest wraz z gitarzystą Andre Matosem arcyważną składową muzycznej i brzmieniowej koncepcji tej muzyki. Świetna płyta! Oby więcej takich płyt się przytrafiało. Kto wie, może już niedługo o Sarze będzie tak głośno, jak o Lucianie Souzie czy Gretchen Parlato. Byłoby to i nie dziwne, i ze wszech miar pożądane! I tylko trochę żal, że jeszcze nie bardzo da się płyty Sary Serpy kupować inaczej, niż za pośrednictwem Internetu!