Pracujemy nad nową odsłoną serwisu. Możesz napotkać drobne błędy edycyjne, które na bieżąco usuwamy. Dziękujemy, że jesteś z nami!

Live

Cassandra Wilson – Live
Wykonawca: Cassandra Wilson
Skład:

Cassandra Wilson – vocals; James Weidman – piano, synthesizer; Kevin Bruce Harris – bass; Mark Johnson – drums

Data wydania: 09/05/1991
Dystrybutor: GiGi
Wydawca: Winter & Winter
Autor recenzji: Paweł Baranowski

Nie ukrywam, iż Cassandra Wilson jest jedną z bardziej przeze mnie poważanych śpiewaczek jazzowych. Wprawdzie ostatnio jej śpiew ma więcej z folku niż jazzu, to jednak niegdyś wraz ze swoimi kolegami spod szyldu M’Base tworzyła sporo fermentu w zastanym obrazie wokalistyki jazzowej.

Ta, pochodząca z 1991 roku płyta, jest jedynym koncertowym zapisem poczynań Cassandry Wilson jaki znam. Jest to elektryczny skład, bardzo podobny do tego, w którym powstało kilka jej płyt studyjnych: „After The Beginning Again” i „Dance To The Drums Again”, a nawet „She Who Weeps”, „Jumpworld” oraz „Days Aweigh”, przy czym pianista James Weidman występuje jedynie na pierwszych dwu. Wszystkie te płyty powstały na przełomie lat 80 i 90, w bardzo płodnym dla Cassandry okresie. W pewien sposób są one do siebie zbliżone, na wszystkich bowiem Cassandra realizuje zamysł jakiegoś współczesnego soul-jazzu z elementami tego wszystkiego, co w muzyce czarnej współczesne z jednej strony, źródłowe z drugiej.

Są pośród tych płyt bardziej i mniej udane, są bardziej i mniej jazzowe. Osobiście najbardziej sobie cenię właśnie tę płytę koncertową. Jest to niemalże 70 minut pięknie zaśpiewanego i zagranego współczesnego jazzu najwyższej próby. Znakomita większość to tematy muzyków z kręgu M’Base, ale pomiędzy nimi są także dwa znane standardy: „’Round Midnight” i „Body And Soul”, znane także z wersji studyjnych. Według mnie te są lepsze, w pewien sposób dojrzalsze. Jej własne kompozycje są równie cenne. Przede wszystkim piękna, żywiołowa wersja „Don’t Look Back”, ale również M’Base’owy przebój „Desperate Move” czy „My Corner Of The Sky”.

Cassandra śpiewa bez żadnych kompleksów wobec wielkich śpiewaczek jazzu. Tworzy swoją muzykę, swoją pieśń. Najbliżej jej chyba do Billie Holiday. Gdzieś jest ta sama wspólna nuta smutku, którą osobiście w wokalistyce jazzowej lubię i cenię. Cassandra to jednak zupełnie inny głos pełny, otwarty, swobodnie poruszający się po całej, dużej zresztą skali. Towarzyszący jej muzycy znani są jako współorganizatorzy (choć nie współtwórcy) sceny M’Base z tamtych lat. Do mnie najbardziej przemawia pianistyka Weidmana, logiczna, czerpiąca z bogatych barw klawiatur, gdy jest to uzasadnione akcją muzyczną, ale jednocześnie mocno osadzona w tym, co Zawinul grywał z Canonnem jeszcze w latach ’60.

Naprawdę dobry współczesny jazz ponad podziałami (stylistycznymi). I jeszcze jedno. Płytę mam jeszcze z czasów, gdy instrumentarium elektryczne w nagraniu jazzowym wywoływało u mnie reakcję alergiczną, po przesłuchaniu jednak okazuje się, iż jest to naprawdę wspaniała płyta.

Autor: Paweł Baranowski

TO MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jazzarium to jeden z najważniejszych polskich portali poświęconych muzyce jazzowej i improwizowanej, który od wielu lat z pasją dokumentuje najciekawsze zjawiska na polskiej i światowej scenie. Na naszych łamach znajdziesz rzetelne recenzje płyt, wnikliwe wywiady oraz relacje z najważniejszych koncertów i festiwali. Jesteśmy przestrzenią tworzoną przez miłośników dźwięku dla wszystkich tych, którzy w muzyce szukają autentyczności i artystycznej głębi.
Copyright 2026 Jazzarium
REALIZACJA: TV