Patrice Moret

Colin Vallon - muzyka jest trochę jak dziennik

Cześć, jak minęła podróż?

Heh, dzięki, bardzo w porządku. Jesteśmy troszkę zmęczeni, ale ogólnie czujemy się dobrze.

Kwartetowe podróże Nicolasa Massona

Jako dziewiętnastolatek wsiadł w kolej trans-syberyjską by odbyć półroczną podróż po Azji. Zakończył ją jednak dopiero w Nowym Jorku, gdzie przez cztery miesiące nawiązał  kontakty z takimi gigantami jak Cecil Taylor, Fred Hopkins by w końcu rozpocząć naukę pod okiem Franka Lowe’a i Makandy McIntyre’a. Dziś jest jedną z najjaśniejszych postaci szwajcarskiej sceny jazzowej. O kim mowa? O Nicolasie Massonie.

Danse

Kiedy muzyka dociera najgłębiej, przenika, rezonuje, najsilniej odciska ślad w duszy słuchacza? Gdy akordy „uzbrojone” są w potęgę brzmienia, bogate aranżacje, czy gdy linia melodii zarysowana jest subtelnie, a kompozycje stworzone są z delikatnie utkanej materii nienatarczywych dźwięków? Słuchając ostatniego z trzech studyjnych albumów tria Colina Vallona można zaryzykować twierdzenie, że druga z odpowiedzi jest bardziej trafna.

Matanë Malit

Manfred Eicher ma zaś szczególny talent do prezentowania w swym katalogu wokalistek nietuzinkowych. Artystki takie jak Judith Berkson, Norma Winstone, Amina Alaoui czy wreszcie Meredith Monk na kolejnych płytach z monachisjkiej oficyny głosem tworzą muzyczne spektakle. Do tego grona dołączyć ma Elina Duni. 

Rruga

Muszę przyznać, że na widok płyty nowego klasycznego tria jazzowego nie przechodzi mnie specjalny dreszcz, chyba, że można za takowy uznać lekko uniesioną brew. Zapewne wielu się ze mną nie zgodzi, ale wydaje mi się, że niezwykle ciężko jest wymyśleć w tej dziedzinie coś, czego nie zrobiliby już Bill Evans Trio na jednym skrzydle, czy The Bad Plus na drugim. Zdarzają się czasem wyjątki takie jak zespół Brada Mehldau'a, Vijay'a Iyera, czy - moim zdaniem niedocenione trio Bjornstad/Danielson/Mazur.