Marcin Olak Poczytalny

Marcin Olak poczytalny - Can You Hear Me?

Muzyka klasyczna jest super. W zasadzie wszystko wiadomo, każdy dźwięk jest nie tylko zapisany, ale często także precyzyjnie opisany, dokładnie wiadomo jak go wydobyć. Wykonawca może więc szlifować swoje umiejętności wykonawcze i dopracowywać wszystkie szczegóły w zasadzie w nieskończoność. Efekt będzie więc wysmakowany i przemyślany, taka lokalnie skończona doskonałość. Piszę to bez przesadnej ironii, słucham dużo muzyki zapisanej, a do wielu nagrań wracam – właśnie po to, żeby się o ową doskonałość otrzeć.

Marcin Olak poczytalny - Not in our name

Deszczowy dzień, Warszawa stoi w korkach. Ja też stoję, i pomału udziela mi się ponury nastrój. Co bym nie zrobił, spędzę jeszcze przynajmniej godzinę w samochodzie, choć plan był zupełnie inny. No nic, trzeba się zastanowić, jak w miarę sensownie wykorzystać ten czas – choć tak naprawdę opcji nie ma zbyt wielu. Jakoś nie przekonałem się do audiobooków, a radia słuchać się nie odważę. Ostatnio, kiedy spróbowałem, najpierw długo nie mogłem uwierzyć, że to co słyszę, to nie jakiś ponury żart – trafiłem wtedy na wiadomości.

Marcin Olak poczytalny - Oderwany

Wakacje to taki moment, kiedy próbuję się choć na moment oderwać. Kilka osób mi już to doradzało – niektórzy dość stanowczo – w tym roku postanowiłem więc spróbować. To co robię na co dzień jest dla mnie tak pasjonujące, że wciąga mnie bez reszty, ale odrobina reszty czasem by się mogła przydać. Choćby po to, żeby zobaczyć coś z innej perspektywy, żeby złapać odrobinę dystansu. W te wakacje zatem odrywam się jak mogę, a najprościej jest uzyskać ten efekt nie robiąc czegoś, co robię regularnie.

Marcin Olak poczytalny - Piękny horror

Sytuacja wyglądała tak. Mniej więcej dwa miesiące temu zadzwonił do mnie kumpel z informacją, że trzeba zagrać na żywo muzykę do niemego filmu. Super – pomyślałem. Ktoś wymyślił, żeby w pięknym parku ustawić ekran, a na nim puszczać przedwojenne, nieme filmy. A do nich na żywo improwizować ścieżkę dźwiękową. To się w zasadzie nie mogło nie udać. My mieliśmy grać do pierwszego horroru w historii kina, „Nosferatu – symfonia grozy” z 1922 r, w reżyserii Friedricha Wilhelma Murnaua.

Marcin Olak Poczytalny - Jazz to nie jest zupa pomidorowa

To na pewno nie będzie relacja. Ani, tym bardziej, recenzja. Relacja powinna wszak być kompletna, a pisząc recenzję powinienem, jak sądzę, zobiektywizować swoje oceny – a ja, pisząc o tegorocznej edycji Warsaw Summer Jazz Days, chcę być wybiórczy i subiektywny. Takie osobiste podejście wydaje mi się po prostu ciekawsze; a poza tym, skoro nie jestem dziennikarzem, mogę chyba pozwolić sobie na mniej kanoniczne podejście do tematu, prawda? Zresztą chyba nie potrafiłbym napisać inaczej, a to ze względu na niesamowitą intensywność festiwalu.

Marcin Olak Poczytalny - Na głowie

Czegoś tu nie rozumiem. Oczywiście wiem, że USA to mocarstwo. I rozumiem, że prezydent Stanów Zjednoczonych to ważny człowiek, a jego wizyta to duże wydarzenie polityczne. Ale mimo to cała oprawa wizyty wydaje mi się, delikatnie mówiąc, nieadekwatna. Rozdęta, przesadnie celebrowana, nazbyt ostentacyjna – zamknięte ulice, snajperzy na dachach, w mediach relacja minuta po minucie… A już kompletnie nie mam pojęcia co skłoniło tylu ludzi do przyjścia na plac Krasińskich.

Marcin Olak Poczytalny - Jak przeżyć wakacje?

W zasadzie lubię wakacje. Można sobie wyjechać, odpocząć – w ogóle jest fajnie. Pewnym problemem jest to, że w tym akurat momencie wszyscy wyjeżdżają i odpoczywają, więc zderzenie z bliźnimi i ogólnie przyjętym sposobem wypoczywania wydaje się być nieuniknione. Już niedługo statystyczny obywatel usiądzie w klapkach przy basenie i zacznie delektować się bliżej nieokreślonym drinkiem z all inclusive, tupiąc raźnie nóżką w rytm najgorętszych hitów lata.

Marcin Olak Poczytalny - Ciekawość nie jest pierwszym stopniem do piekła.

Kilka dni temu dotarła do mnie płyta tria gitarowego: Elliot Sharp, Mary Halvorson i Marc Ribot, Err Guitar. Popatrzyłem chwilę na okładkę i pomyślałem – no, Friday Night in San Francisco to raczej nie będzie… 

Poczytalny Marcin Olak: Obawiam się, że pozytywiści mieli rację.

Wracałem w nocy z koncertu. Graliśmy w Warszawie, czyli daleko nie miałem. Przyznam, że lubię jeździć nocą po mieście – dobrze mi się wtedy słucha muzyki, dobrze się myśli... Akurat dostałem od kolegi świeżo wydaną płytę: Lost Education, Book of Dreams. Muzyka świetnie wmiksowała się rzeczywistość, w połowie pierwszego utworu postanowiłem wracać dłuższą drogą. Jechałem przez jakieś osiedle – było już po północy, ale w wielu oknach paliło się jeszcze światło. A ja pomyślałem, że pewnie mieszkają tu jacyś fajni ludzie, którzy chętnie posłuchaliby dobrej muzyki.

Marcin Olak Poczytalny- Kłopoty z niszami

Nie zrozumcie mnie źle, ja naprawdę lubię niszową muzykę. Zazwyczaj – niezależnie od tego, z której niszy wypełzła – jest dla mnie ciekawsza niż to, co znajduje się w głównym nurcie. Jest intensywniejsza, odważniejsza, bardziej wciąga, zaskakuje – a ja po prostu lubię takie piosenki, których jeszcze nie słyszałem. Muzyka niszowa jest zazwyczaj nieco hermetyczna. Żeby móc czerpać przyjemność ze słuchania takich nowinek, należy uprzednio się choć trochę osłuchać z ich estetyką.