Herbie Hancock

Kendrick Scott – perkusista, do którego należy teraźniejszość

Kto jest najlepszym perkusistą młodego pokolenia? O ile niełatwo odpowiedzieć na takie pytanie, to przyjemnie powymieniać nazwiska, które mogłyby do tego miana pretendować. Niektórzy z Państwa wspomnieliby być może Erika Harlanda, inni Ronalda Brunera Jr., ktoś najpewniej – i to nie tylko z patriotycznego obowiązku – wymieniłby jakieś polskie nazwisko. Nie zdziwiłoby mnie wcale, gdyby wśród tych muzyków znalazł się także Kendrick Scott – 37-letni Amerykanin, który wystąpi ze swym zespołem Oracle na tegorocznym Jazzie nad Odrą.

 

Chris Potter - „one of the best musicians around”

Gdy myślę o Chrisie Potterze, moim pierwszym skojarzeniem jest koncert tego muzyka na festiwalu Jazz nad Odrą w 2012 roku. Został wtedy zaproszony przez Darka Oleszkiewicza do polsko-amerykańskiego kwartetu. Jak wystąpił? Tak, że do dziś pamiętam właśnie jego obecność na scenie, a nazwisko lidera przypomniały mi dopiero internetowe archiwa...

Człowiek kameleon! Dziś 77 urodziny Herbiego Hancocka!

Herbie Hancock to jazzowa instytucja. Członek wielkiego kwintetu Milesa Davisa, tak zwanego „drugiego”, znakomity muzyk sesyjny, lider, genialne dziecko i kłopot jazzowych purystów. Hancock jest tyleż wielki, co kontrowersyjny. Jest jednym z najbardziej wpływowych pianistów, jednym z głównych twórców ery post-bopu, który choć szybko zyskał uznanie jako klasyczny pianista, nigdy nie przestał szokować krytyków i publiczności, stale zmieniając brzmienie i swoją muzykę. Popychał ją naprzód, nawet jeśli miało się to wiązać z krytyką, niezrozumieniem i niechęcią środowiska.

Freddie Hubbard: król hard bopu

Wielu zarzuca mu, że decydując się na komercyjny sukces, zatracił możliwość tworzenia wielkich rozwojowych rzeczy u boku Ornette’a Colemana, czy Johna Coltrane’a. Ja natomiast cenię fascynację z jaką Freddie Hubbard konsekwentnie wykonywał muzykę bopową, rozszerzając i ubarwiając jej definicję. Dziś ten ogromnie zasłużony dla historii jazzu trębacz obchodziłby swoje 79 urodziny.

Joshua Redman - muzyk, który miał być wielki od razu ma dziś 48 urodziny!

W 1991 roku Międzynarodowy Jazzowy Konkurs Saksofonowy im. Theloniousa Monka wygrał 22-letni, anonimowy Joshua Redman. To zwycięstwo okazało się dla młodego muzyka triumfem, za który musiał płacić całymi latami. Dwa lata po ogłoszeniu werdyktu, saksofonista przygotował swój debiutancki krążek "Joshua Redman". Oczekiwania były ogromne, zdecydowanie zbyt wysokie dla 24 letniego muzyka - bądź co bądź na początku swojej muzycznej kariery. Niewielu młodych artystów od razu dorastało do oczekiwań.

Cyro Baptista - wiarygodny dziwak

Cyro Baptista, to perkusista, który grając ze śmietanką muzyki rozrywkowej (Sting, Herbie Hancock, John Zorn) miał prawo wyrobić w sobie nieco dziwaczny styl, zarówno wizualnie, jak i muzycznie. Ta kreacja nie jest jednak, w ogóle wydumana, czy pretensjonalna. Cyro Baptista to typ ekscentryczny, ale wiarygodny. Dziś, artysta obchodzi swoje 66 urodziny.

Steve Turre – spiritman

Pochylając się nad biografią artysty jazzowego nieczęsto zdarza się, że pośród jego osiągnięć i prestiżowych spotkań muzycznych wyczytać można, iż stał się pionierem, który wprowadził do jazzu instrument dotąd w nim nieobecny. Jeszcze rzadziej można zetknąć się z artystą, który uczynił z nie-instrumentu narzędzie do efektywnego improwizowania. To jest zasługą puzonisty Steve'a Turre, który dał jazzowi brzmienie... muszli, a w szczególności konchy.
 

Wayne Shorter kończy dziś 83 lata!

Wayne Shorter, muzyczna legenda, współtwórca sukcesów Arta Blackey’a, Milesa Davisa, autor takich jazzowych kamieni milowych jak „Juju” czy „Speak No Evil”, kompozytor dużej części materiału dla Milesa Davisa (jak choćby „E.S.P” czy „Prince Of Darkness”), założyciel genialnego Weather Report, nie interesował się muzyką aż do 15 roku życia! Do tego czasu Wayne Shorter nie posiadał żadnej muzycznej tożsamości. Muzyka nie była pociągająca, w tym okresie Wayne zajmował się sztuką i poświęcał się całkowicie studiom artystycznym w zakresie rysunku i rzeźby.

Impresja na 85 urodziny Andrew Hilla

Wszystko zaczęło się przez kompletny przypadek. Moja znajomość, która miała później okazać się głęboką przyjaźnią, z Andrew Hillem, zaczęła się przez pomyłkę. Aż wstyd się przyznać – choć wszystko wydarzyło się kawałek czasu temu i być może nie muszę czuć już takiego wstydu jak tego dnia, kiedy wziąłem Andrew Hilla za Herbiego Hancocka. A wszystko z winy Dona, w którego nowojorskim mieszkaniu znalazłem płytę, której okładkę znałem, choć samej płycie nie poświęciłem wówczas wystarczającej uwagi.

Attila Zoller - wielkość zapomniana - część druga

CAD: Dlaczego zdecydowałeś się na przeprowadzkę do Stanów w 1959 roku?

AZ: W 1959 roku? Ponieważ już w tym czasie wiedziałem, że chce się zagłębić w muzykę jazzową, musiałem tam być. Później dostałem stypendium do muzycznej szkoły Lenox. Jim Hall zdobył dla mnie w zasadzie ten grant. On tam wykładał. Brakowało im gitarzystów.

CAD: Jak długo studiowałeś w Lenox?

Strony