Rob Mazurek i jego Pulsar Quartet w Pardon, To Tu

Autor: 
Maciej Krawiec
Autor zdjęcia: 
mat. prasowe
W wypełnionej po brzegi salce kultowego warszawskiego klubu w minioną niedzielę odbył się kolejny koncert ze spektakularnej serii „11 Nights At Pardon, To Tu”. Tym razem zagrał dowodzony przez kornecistę Roba Mazurka Pulsar Quartet w składzie Angelica Sanchez na fortepianie, Matthew Lux na basie elektrycznym i John Herndon na perkusji. Zespół wystąpił dzień wcześniej w Gdańsku w ramach festiwalu Jazz Jantar, ale – wedle tego, co powiedział Mazurek w jednej z przerw między utworami – granie w Warszawie wiąże się dla niego z wyjątkowymi uczuciami, a nawet jest „super cool”. Wyglądało to na wyświechtany frazes, ale rzecz jasna nie po oryginalne przemowy przychodzi się na jazzowy koncert.
 
Przychodzi się po nieprzewidywalną muzykę, intensywne emocje, przekonujący przekaz. I myślę sobie, że w dużej mierze warszawski koncert grupy Mazurka taki był. Było bez wątpienia intensywnie: Mazurek grał mocno, krzykliwie, często urozmaicał fakturę dźwięku swojego instrumentu manipulując tłumikiem, co skutecznie wzmagało siłę jego wyrazu. Mam jednak wrażenie, że nie zawsze ta jego ekspresja służyła czemuś istotnemu. Czy zawsze miał po co krzyczeć? Nie jestem taki pewien, choć samo jego operowanie formą mogło zainteresować. Na drugim planie byli muzycy kwartetu, rzetelnie akompaniujący Mazurkowi, kilkakrotnie prezentujący dobre partie solowe. Największą przychylność publiczności zdobył John Herndon, którego kilka skupionych, treściwych solówek zdobyło duże owacje. W mojej pamięci zapisze się też jedna z linii melodycznych basu Luxa, stanowiąca konsekwentny podkład niemal funkowego utworu. Należał on do najlepszych zaprezentowanych tego wieczoru.
 
Koncert Pulsar Quartet należy zaliczyć do udanych – była to porcja solidnego jazzu, w której trafiały się istotnie dobre, godne zapamiętania momenty. Być może nie będę wyczekiwać z niecierpliwością kolejnego warszawskiego występu Mazurka, ale – jeśli do niego dojdzie – z zaciekawieniem się wybiorę. Zwłaszcza, jeśli odbywać się on będzie w całkiem wyjątkowych progach Pardon, To Tu.