Jazz Jantar: Dzień II - Norway.Now

Autor: 
Kajetan Prochyra
Autor zdjęcia: 
Paweł Wyszomirski / TESTIGO.pl Copyright: www.wyszomirski.pl

Po dniu pełnym freejazowej energii The Thing i Atomic, druga odsłona tegorocznej edycji festiwalu Jazz Jantar miała przebiec nieco spokojniej. W ramach cyklu Norway Now zaproszono muzyków, którzy ambasadorami skandynawskiego jazzu są od lat. Wieczór otworzył solowym koncertem na fortepian Bugge Wesseltoft. Po przerwie, pod wodzą słynnego amerykańskiego wibrafonisty Mike’a Mainieriego pojawili się na scenie jeden z najważniejszych kontrabasistów europejskiej sceny jazzowej -  Arild Andersen, saksofonista Bendik Hofseth, perkusista Audun Kleive oraz ponownie, przy fortepianie Bugge Wesseltoft. Szybko okazało się, że wieczór w Klubie Żak wcale nie minie tak spokojnie, jak by się mogło wydawać.

Na początku tego roku na sklepowe półki trafił album Wesseltofta „Songs”, zawierający jego interpretacje jazzowych standardów, zarejestrowane na fortepian solo. Wybór ten nie jest w przypadku tego muzyka tak oczywisty. Jak przyznał podczas spotkania po koncercie, dużo większy staż ma w relacji z komputerami i elektroniką niż z tym klasycznym instrumentem. Swój pierwszy koncertowy fortepian kupił ledwie 4 lata temu.
Mimo to, tak na płycie jak w pierwszej części koncertu jego interpretacje „Darn That Dream”, „My Foolish Heart” czy „Moon River” są skrajnie wycofane, wyciszone, nawet introwertyczne.
Nie dziwi, że zgromadzona w Żaku publiczność zamykała oczy, a nawet kładła się na podłodze słuchając Wesseltofta w pół-śnie.

W jego grze nie było grama wirtuozerskich popisów. Utwory utrzymane były na zbliżonym poziomie dynamiki. Było ładnie - dla mnie aż nazbyt ładnie. Gdyby wyglądał tak cały koncert, moja opinia byłaby dość negatywna, ale w drugiej połowie zawieszona strzelba wypaliła!

Wessletoft nie oparł się pokusie zabawy swymi nowymi elektronicznymi zabawkami. Począwszy od starego dobrego loopera, zapętlał kolejne dźwięki, które wydawał z fortepianu korzystając z niemal każdego jego elementu fortepianu, oprócz klawiatury. Przy pomocy komputera i kolejnych cyfrowych wynalazków roszerzał brzmienie swojego instrumentu, zmieniając nawet jego barwę w czasie rzeczywistym. Na koniec wziął do rąk iPada i z jego pomocą kontynuował poszukiwania na obrzeżach muzyki.

Gdyby przyszło mi oceniać dwie części tego koncertu osobno, oba wrażenia byłyby raczej negatywne. Jednak to skrajne zestawienie - do spodu łagodnej muzyki akustycznej z improwizowaną, momentami dość brutalną elektroniką, w ramach koncertu piano solo musi być świadomą decyzją artystyczną. Taki kontrast, taka demonstracja warta jest uwagi i namysłu.

Po przerwie na scenie pojawili się jubilaci! Tak się oto złożyło, że 19 października - dzień przed wizytą w klubie Żak - 50 urodziny obchodził saksofonista Northern Lights - Bendik Hofseth. Za tydzień, 27go, urodziny świętować będzie Arild Andersen a dokładnie w dniu koncertu na JazzJantarze 51 lat skończył perkusista Audun Kleive. Mieliśmy więc szanse nie tylko jako pierwsi w Polsce usłyszeć formację Mike’a Mainieriego na żywo, ale także spotkać się z muzykami w dość nietypowych, urodzinowych okolicznościach.

Gdy w uszach dzwoni jeszcze saksofon Matsa Gustafssona, po otwierającym koncercie The Thing, wszystko inne wydaje się jazzową krainą łagodności. Muzykom Northern Lights nie można jednak odmówić uznania. Bo tak tętno jakim pulsował kontrabas Andersena, delikatne preparacje fortepianu Wesseltofta, energetyczne solo na perkusji Kleive, pewny, elegancki ton Hofsetha czy wreszcie niebywały kunszt gry na wibrafonie Mike’a Mainieriego urzekły publiczność zebraną w Żaku, która koncert nagrodziła pierwszą w tym roku na Jazz Jantarze owacją na stojąco.
Szczególny moment koncertu nastąpił, gdy na scenie pozostał sam Mike Mainieri by wykonać improwizację na kanwie standardu „Somwhere Over The Rainbow”. W kolejnym utworze dołączył do niego Arild Andersen. Wszyscy mogli wtedy jak na dłoni zobaczyć i usłyszeć na czym polega mistrzowski dialog improwizacji dwóch jazzowych legend.

Po koncercie odbyło się spotkanie z muzykami, którego zapis opublikujemy już wkrótce.

 

Dziś ostatnia odsłona skandynawskiego maratonu na festiwalu Jazz Jantar - po raz pierwszy w Polsce będziemy mogli usłyszęć na żywo najnowszy projekt Nilsa Pettera Molvaera „Baboon Moon”. Być może jednak jeszcze więcej fanów zgromadzi w Żaku premierowy koncert kwartetu Mikołaja Trzaski z Oli’m Brice’m na kontrabasie, Markiem Sandersem na perkusji i Pe- Ake Holmlanderem na tubie.
Na pointę wieczoru zagra, znane Czytelnikom jazzarium trio kIRk.

Polecamy!