Spellbound

Autor: 
Urszula M. Nowak
Trilok Gurtu
Wydawca: 
Moosicus
Dystrybutor: 
Moosicus
Data wydania: 
13.04.2013
Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)
Skład: 
Don Cherry: trumpet (1), voice (12); Hasan Gözetlik: trumpet (2); Trilok Gurtu: percussion (1-11), drums (2-11), vocal (2, 4), additional keyboard (2, 5, 6, 9), tumbura (3), tabla (3, 5, 6, 10, 11); Tulug Tirpan: keyboards (2-6, 8, 9, 11), piano (7, 10) ; Jonathan Cunaido: bass (2-11): Nitin Shankar: additional percussion (2, 6); Nils Petter Molvær: trumpet (3, 9); Carlo Cantini: additional keyboards (3); Ibrahim Maalouf: trumpet (4, 8); Paolo Fresu: trumpet (5, 11), effects (5, 11); Matthias Schriefl: trumpet (6); Matthias Höfs: trumpet (7), doublebell trumpet (10, second solo); Helene Traub: english horn (7); Jakob Janeschitz-Kriegel: cello (7); Ambrose Akinmusire: trumpet (10, first solo).

Intrygujący. Ten przymiotnik z całą pewnością odnosi się do artystycznej osobowości Triloka Gurtu. Muzycznego Globtrottera  o hinduskim  rodowodzie. Jednego z najwybitniejszych perksujonistów naszych czasów. Muzyka, którą wykonuje bynajmniej nie pachnie paczulą, jaśminem ani przyprawami.  Ma raczej posmak stali. Rasowego jazzu. Najnowsza, wydana w czerwcu bieżącego roku płyta „Spellbound” to zwierciadło, w którym odbija się 35 letnia kariera wybitnego muzyka.

Zanim posłuchałam choćby pierwszych dźwięków płyty „Spellbound”, miałam cichą nadzieję, że właśnie „oczarowaną” stanę się tuż po jej wysłuchaniu. W głowie miałam bowiem wspomnienie doskonałego koncertu Triloka Gurtu, który odbył się w krakowskim Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha” w lutym 2009 roku, w ramach VI Festiwalu Perkusyjnego – Źródła i Inspiracje. Z ogromnym entuzjazmem odnoszę się do każdego nowego projektu perkusjonisty, sądząc, że będą w nim pobrzmiewać echa muzyki wielkiego Joe Zawinula, a zachwytu przybywać będzie w tempie Orient Expressu. Tymczasem, po odtworzeniu dwunastu kolejnych utworów odniosłam wrażenie, że tym razem znana mi estetyka nie została wzbogacona o nic nowego. Nie dałam się jednak zwieść pierwszemu wrażeniu, które choć ważne, w takich wypadkach bywa łudzące. Kolejny odsłuch płyty to już świadoma uczta, dojrzałego owocu, jakim niewątpliwie jest materiał zgromadzony na krążku.

Album rozpoczyna krótka improwizacja w wykonaniu legendarnego Don Cherry i Triloka Gurtu, wskazująca główną oś płyty, którą stanowią wysublimowane połączenia brzmień trąbki i instrumentów perkusyjnych. Oprócz archiwalnego nagrania w duecie z amerykańskim trębaczem na płycie słyszymy także innych wirtuozów tego instrumentu, wśród których są:  Paolo Fresu, Nils Petter Molvær, Hasan Gözetlik, Ibrahim Maalouf, Matthias Höfs, Matthias Schriefl i Ambrose Akinmusire. Pierwsze, co przychodzi do głowy, patrząc na to, kogo zaprosił do współpracy Trilok Gurtu?  Płyta jest swego rodzaju pokłonem w stronę trębaczy, idąc dalej w stronę nowoorleańskiego czy chicagowskiego jazzu wraz z jego największymi gwiazdami. Warto zwrócić uwagę na aspekt wielokulturowości w procesie powstawania płyty „Spellbound” (wymienieni muzycy reprezentują różne narodowości), co z kolei odzwierciedla także proces tworzenia i rozwoju jazzu w ogóle. Improwizacja otwierająca album jest nieprzypadkowa, bowiem to właśnie Don Cherry inspirował młodego Gurtu u progu jego jazzowej kariery.

Mając świadomość  jakie założenie przyjął Gurtu tworząc „Spellbound”, selekcja utworów nie zaskakuje. Pojawiają się interpretacje wykonań najwybitniejszych trębaczy, jak choćby latynoski standard „Manteca” przywołujący w myślach postać Dizzie Gillespie, czy skomponowany przez Milesa Davisa „All Blues” z albumu Kind of Blue.

„Spellbound” to powrót do historii jazzu mainstreamowego. Dowód wszechstronności Triloka Gurtu i jego niezawodnej intuicji muzycznej. Płyta przypomina mozaikę, której poszczególne gomółki to echa Oregonu, The Syndicate czy Tabla Beat Science. Spoiwem jest wyobraźnia, nienaganna technika i unikatowe patenty gry na instrumentach perkusyjnych Gurtu. A to wszystko pięknie zaprezentowane na tle ultra klasyków muzyki improwizowanej. Płyta z przesłaniem. Przemyślana i – patrząc z perspektywy upływającego czasu – potrzebna. Stawia bowiem przysłowiową „kropkę nad i” w muzycznej karierze hinduskiego perkusjonisty. 

 1. Improvisation Live: Don Cherry & Trilok Gurtu,  2. Manteca (Trilok Gurtu feat. Hasan Gözetlik),  3. Jack Johnson / Black Satin (Trilok Gurtu feat. Nils Petter Molvaer),  4. Cuckoo (Trilok Gurtu feat. Ibrahim Maalouf),  5. Berchidda (Trilok Gurtu feat. Paolo Fresu), 6. Like Popcorn (Trilok Gurtu feat. Matthias Schriefl),  7. Haunting (Trilok Gurtu feat. Matthias Höfs),  8. Universal Mother (Trilok Gurtu feat. Ibrahim Maalouf),  9. Spellbound (Trilok Gurtu feat. Nils Petter Molvaer), 10. All Blues (Trilok Gurtu feat. Ambrose Akinmusire & Matthias Höfs), 11. Cosmic Roundabout / Brown Rice (Trilok Gurtu feat. Paolo Fresu), 12. Thank You By Don Cherry