Born In An Urban Ruin / Western Edges

Autor: 
Piotr Wojdat
John Lindberg BC3 / John Lindberg Raptor Trio
Wydawca: 
Clean Feed
Dystrybutor: 
Multikulti
Data wydania: 
22.12.2016
Ocena: 
4
Average: 4 (1 vote)
Skład: 
Born In An Urban Ruin: John Lindberg: bass; Wendell Harrison: Bb clarinet and bass clarinet; Kevin Norton: vibes and percussion. Western Edges: Pablo Calogero: Sax (Baritono); John Lindberg: Contrabbasso; Joe LaBarbera: Batteria.

Nie po raz pierwszy i zapewne nie ostatni recenzujemy dwie płyty w jednym tekście. Tym razem jednak możemy znaleźć aż trzy punkty zaczepienia, które uzasadniają takie, a nie inne podejście do sprawy i zapewniam szanownych czytelników, że nie są to powody błahe. Wypada zacząć od nietuzinkowej postaci, za jaką należy uznać amerykańskiego kontrabasistę Johna Lindberga. To właśnie ten artysta firmuje swoim nazwiskiem oba wydawnictwa. Ponadto, zarówno w przypadku “Born In An Urban Ruin”, jak i “Western Edges”, zdecydował się wystąpić w tej samej konfiguracji liczebnej, czyli w trio. I wreszcie, jest jeszcze jedna wspólna cecha recenzowanych płyt - obie ukazały się nakładem renomowanej portugalskiej wytwórni Clean Feed, która systematycznie wyciąga na światło dzienne co znamienitsze muzyczne perełki. Czyni to także i teraz, więc staramy się trzymać rękę na pulsie.

Wspomniałem już, że John Lindberg zdecydował się na nagranie obu albumów w triach. To, co jednak je różni, to przede wszystkim dwie kwestie: personalia oraz instrumentarium. Na zeszłorocznym “Born In An Urban Ruin”, które tytułem i zawartością nawiązuje do postindustrialnych zakamarków miasta Detroit (miejsca urodzenia kontrabasisty), artyście towarzyszą: klarnecista Wendell Harrison oraz wibrafonista i perkusista Kevin Norton. Z kolei młodsze, nagrane pod szyldem Raptor Trio, “Western Edges” jest już bardziej oczywiste w kontekście doboru instrumentów. John Lindberg z charakterystyczną dla siebie wirtuozerią szarpie struny kontrabasu, ale miejsca nie ustępują mu mniej znani muzycy: barytonowy saksofonista Pablo Calogero oraz perkusista Joe LaBarbera.

Obie płyty, choć w wydźwięku bardzo różne, mają charakter ilustracyjny. Aranżacje są bogate w detale, bieg kompozycji jest bardzo swobodny, a sama muzyka ujmuje paletą nastrojów i kłębiących się podskórnie emocji. “Born In An Urban Ruin” zdaje się być bardziej majestatyczna i kompozycyjnie skondensowana. “Western Edges” z kolei jest jakby jej przeciwieństwem. Za sprawą Lindberga, który na przestrzeni lat współpracował m.in. z Anthonym Braxtonem, Wadadą Leo Smithem, Abem Baarsem, czy naszym Maciejem Obarą oraz jego kolegów słuchamy muzyki odegranej jakby od niechcenia. To jednak pozory, bo ta lekkość i zwinność w operowaniu motywami nie przesłania dużej wartości artystycznej, z którą kontrabasista jest kojarzony. I choć z tych dwóch albumów, wybrałbym w ostatecznym rozrachunku pogodę ducha charakterystyczną dla “Western Edges”, to momentami nieco posępne i hipnotyzujące brzmienie “Born In An Urban Ruin” nie daje łatwo za wygraną oraz nie pozwala zbyt łatwo o sobie zapomnieć.

 

tekst: Piotr Wojdat

Born In An Urban Ruin: Swooping Deep (clarinet version); Vermont Roadside Family; The Left Wrist (For Roy Campbell 9j memoriam) Part I; Part II; Part III; The Excavation; Swooping Deep; Devastation Of Vegetation; Born In An Urban Ruin; Swooping Deep (bass version). Western Edges: Ashoka; Ethereal Extensions; T'wixt D and E; Raptors; The Great Escape; Rumble Paint; At Home.