Tomasz Szukalski – muzyk, który miał cios

Autor: 
Maciej Krawiec
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. prasowe

Pamiętam, gdy kilka lat temu, w któryś gorący czerwcowy wieczór w warszawskim klubie Tygmont, było mi dane po raz ostatni słuchać tria Tomasza Szukalskiego. Trudno jest mi wprawdzie odtworzyć szczegóły tamtego koncertu – jego repertuar czy dramaturgię – ale do dziś mam w pamięci to, o czym w kontekście Szukalskiego wielu mówi i pisze. To głęboki, pełen siły ducha i dojrzałych emocji, ton jego saksofonu. Artysta mawiał, że muzyka musi mieć cios. Jego muzyka bez wątpienia cios miała.

Wersja oficjalna daty jego urodzin to 8 stycznia 1948 roku – tak stanowi metryka artysty, choć on sam twierdził, że przyszedł na świat kilka miesięcy wcześniej. Co do kolejnych faktów z wczesnego życia Szukalskiego, podobnych wątpliwości nie ma – wiadomo, że wychowywał się na warszawskiej Pradze i uczył w stołecznym Liceum Muzycznym, gdzie jego kolegą z ławki był późniejszy długoletni artystyczny kompan Paweł Jarzębski. Następnie Szukalski studiował w klasie klarnetu u Ludwiga Kurkiewicza w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej. Sztuki gry na saksofonie tenorowym i sopranowym uczył się samodzielnie. Mistrzami jego młodości byli John Coltrane, Sonny Rollins i Wayne Shorter.

 

Już w czasie studiów występował na scenie – m.in. w zespole akompaniującym wokalnej grupie Partita oraz składach Janusza Muniaka, Tomasza Ochalskiego czy Big Bandzie Stodoła. W 1970 roku zdobył I Nagrodę w konkursie na festiwalu „Jazz nad Odrą”, co przyczyniło się do otrzymania przez niego angażu w Studiu Jazzowym Polskiego Radia Jana Ptaszyna Wróblewskiego. Szybko stał się jednym z wiodących solistów tego ansamblu. Wyjątkową klasę młodego artysty potwierdziło wkrótce także uczestnictwo w sesjach do dwóch arcyważnych albumów w historii polskiej muzyki improwizowanej: dzieł Zbigniewa Namysłowskiego „Winobranie” (1973) i „Kuyaviak Goes Funky” (1975).

 

Innym niezwykle ważnym etapem w życiu Szukalskiego była bliska kilkuletnia współpraca z Tomaszem Stańką, z którym nagrał m.in. płytę kwartetu TWET (1974) oraz pierwszy ECM-owski album trębacza pt. „Balladyna” (1976). Kolejny znaczący krok stanowił The Quartet – zespół, który obok Szukalskiego współtworzyli Sławomir Kulpowicz, Paweł Jarzębski i Janusz Stefański. Skład ten – zanim wewnętrzne tarcia spowodowały jego rozwiązanie – wydał dwa albumy, z powodzeniem koncertował w Europie i Stanach Zjednoczonych. Inne zespoły Szukalskiego z lat osiemdziesiątych także odnosiły sukcesy – choćby trio Time Killers czy jego własny kwartet – ale nie były to przedsięwzięcia, które zdążyłyby zaistnieć na dłużej niż kilka lat. Równolegle do tych istotnych, choć efemerycznych, projektów Szukalski grał z czołówką nie tylko polskiego jazzu, ale i bluesa czy rocka: Tadeuszem Nalepą, SBB i Józefem Skrzekiem. Spośród jego bliskich improwizujących kompanów w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych należy wspomnieć Artura Dutkiewicza, Jarka Śmietanę, Wojciecha Karolaka, Krzysztofa Dziedzica i Piotra Wojtasika.

W ostatnich latach życia Szukalski poważnie chorował. W listopadzie 2010 roku odbył się koncert „Dzień Szakala”, w którym wzięło udział kilkudziesięciu polskich muzyków i przyczynili się oni tym samym do pomocy potrzebującemu artyście. Wydarzenie przeszło do historii jako doniosły przykład na solidarność rodzimego środowiska jazzowego z jednym z jego najważniejszych przedstawicieli. Gdy w 2012 roku Szukalski zmarł, padały wielkie słowa, ale w jego przypadku nie wydaje się, by były one oznaką kurtuazji ale rzeczywistego docenienia. A że odszedł już w wieku 64 lat? Artur Dutkiewicz fakt ten skomentował następująco: „Żal, że odszedł tak szybko, ale żył także szybko”. I ten pozamuzyczny element jest również częścią testamentu, który Szukalski po sobie zostawił.