Taj Mahal – z miłości do muzyki

Autor: 
Maciej Karłowski
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat.prasowe

Kim jest Henry Saint Clair Fredericks, znany jako legendarny bluesman Taj Mahal? Odpowiedzieć jednym słowem wydaje się niemożliwe. Można go nazwać śpiewakiem, multiinstrumentalistą, kompozytorem muzyki filmowej i muzyki dla dzieci, producentem, „adwokatem muzyków”, dwukrotnym laureatem nagrody Grammy albo też zapalonym wędkarzem, podróżnikiem czy znawcą i miłośnikiem cygar. Jakkolwiek trafne byłyby te określenia, żadne nie oddaje magii, jaka kryje się w przyjętym (jeszcze zanim stał się profesjonalnym muzykiem) pseudonimie Taj Mahal, żadne też nie oddaje głębi, ciepła i prawdy emanującej z jego muzyki.

„…Jestem Afrykanerem…”

Zwykło się mówić o nim, że wraz z B.B. Kingiem, Johnem Lee Hookerem tworzy świętą trójcę światowego bluesa. O ile jednak wspomniani artyści wydają się na bluesie poprzestawać, on nie stawia nazbyt wyraźnych granic swojej muzycznej wrażliwości. Za dowód niech posłużą niezliczone nagrania, w których słychać pobrzmiewające echa innych kultur muzycznych od Karaibów poprzez Kubę po Afrykę, tak finezyjnie i stylowo stopione z muzyką gospel, folkiem, jazzem, rockiem, a nawet popem. Jak to się stało, że niemal jako jedynemu udało się dokonać tak przekonywującej fuzji, bądź co bądź odległych od siebie nurtów muzycznych? Zapewne m.in. dlatego, że sam myśli o sobie jak o człowieku wielu kultur. W wywiadzie dla „Sound” ujął to w taki sposób „…Jestem Afrykanerem - to po pierwsze. Po drugie - czarnym Jamajczykiem, po trzecie zaś - czarnym Amerykaninem". Na ten aspekt twórczości Taj Mahala zwracali uwagę liczni dziennikarze m.in. Mark A. Humphrey, którego zdaniem T. Mahal wykonywał muzykę świata dużo wcześniej, zanim sukces odniósł Paul Simon i ukuto termin "World Music”.

Własna droga do muzyki

Jego szczególnych i naznaczonych własnym piętnem zainteresowań muzycznych można poszukać już w najwcześniejszych latach. Słynną stała się anegdota o tym jak to matka wynajęła mu nauczyciela gry na fortepianie. Po tygodniu profesor przyszedł do niej i wskazując palcem małego Henry’ego powiedział: „On nigdy nie będzie muzykiem”. Na szczęście tak się nie stało. Jeszcze jako 15 latek opanował grę nie tylko na fortepianie, ale również gitarze, a dzisiaj biegle posługuje się ponad dwudziestoma tak różnymi instrumentami jak dobro, trąbka, harmonijka ustna, banjo, mandolina, perkusja czy wibrafon. Nie bez znaczenia musiały być też podjęte za namową matki studia na wydziale etno-muzykologii uniwersytetu stanowego w Masachussets. Tam niewątpliwie rozsmakował się w różnorodności muzyki z całego świata i kto wie, czy właśnie nie wtedy zakiełkowała w nim myśl, że niezależnie od kategorii i nazw muzyka to najbardziej uniwersalny język komunikacji pomiędzy ludźmi. Jak sam twierdzi Taj Mahal: „…ostatecznie to nie my gramy muzykę, to ona gra nas.”

Od Mali po Radżastan

Jeśli tak jest w istocie, to przyznać trzeba, że muzyka wybrzmiewa jego głosem w nad wyraz barwny sposób. Raz ma posmak najczarniejszego bluesa z delty Misissipi, kiedy indziej ekspresję  typu Joe Cockera. Nie na darmo zresztą fani okrzyknęli Taj Mahala muzycznym kameleonem. Właściwie każda jego nowa płyta niesie ze sobą ogromne zaskoczenie. Tak było, kiedy nagrywał wspólnie z afrykańskim mistrzem kory Toumani Diabate, hinduskimi muzykami N. Ravikiranem i V. M. Bahat, identycznie, kiedy ukazał się Phantom Blues, o której Tony Russell z miesięcznika „Mojo" napisał: „...Ta płyta może podobać się nie tylko fanom bluesa i muzyki murzyńskiej, lecz przypadnie do gustu także i tym, którzy chcą pobawić się przy muzyce, których cieszy porządna, ciekawie zaaranżowana i efektownie zagrana muzyka taneczna". Wielu twórców niejednokrotnie zżymało się na określanie ich muzyki taneczną. Taj Mahal miał do tego zgoła inne podejście: „...Niewiele osób zdaje sobie sprawę z tego, że dawni mistrzowie bluesa grali do tańca.” skonstatował w jednym z wywiadów.

 

Blues – kamień węgielny

Jakkolwiek by nie klasyfikować muzyki Taj Mahala, dwie rzeczy wydają się dla niej kluczowe. Podoba się słuchaczom niezależnie od ich codziennych muzycznych sympatii i jest głęboko zakorzeniona w bluesie. „...Jest wiele odmian muzyki, ale zawsze potrzebujesz kamienia węgielnego, na którym możesz potem budować wszystko. A tym kamieniem jest właśnie akustyczny blues." - powiedział przed laty w wywiadzie dla kwartalnika "Opcje". Niewątpliwie ten ponadczasowy, bluesowy wymiar jego sztuki sprawił, że w toku kariery scenicznej stał się inspiracją dla największych legend światowej muzyki rozrywkowej. Rolling Stones zaprosili go do słynnego Rockandrollowego Cyrku,  Duane Allman z Allman Brothers wręcz oparł swój styl gry na gitarowych partiach zasłyszanych w nagraniach pierwszego zespołu Mahala – Rising Sons, a Eric Clapton do dziś przyjmuje każde jego zaproszenie do współpracy studyjnej.

A poza wszystkim ma 73 lata, a to - jak sam twierdzi - dobry wiek dla bluesmana, bo bluesman jest jak czerwone wino.