Simon Nabatov – apetyt na muzykę

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Znakomity pianista, kompozytor i aranżer. Tak napisać można przynajmniej o 50 współczesnych muzykach z Europy. Co więc trzeba zrobić, żeby zasłużyć na bardziej wyrafinowane określenia? Odpowiedź na to pytanie przynosi biografia Simona Nabatova – pianisty, który, pomimo że kończy dziś 59 lat nadal tryska kompozycyjną świeżością i jest prekursorem we współczesnej muzyce jazzowej.

Simon Nabatov urodził się w Moskwie, 11.01.1959 roku. Jego ojciec był zawodowym muzykiem, dlatego też pierwsze przejawy muzykalności u młodego Simona szybko zostały zauważone. Trudno z resztą byłoby przeoczyć takie talent. Nabatov był genialnym dzieckiem. W wieku trzech lat zaczął grać, w wieku 6 komponować. Nie było innego wyjścia – musiał zostać profesjonalnym muzykiem. Uczęszczał więc do moskiewskich konserwatoriów, czerpiąc ile mógł z socjalistycznych wzorców. Uczył się w świecie zamkniętym na zachodnie trendy; muzykę jazzową traktującym jako zbędny kapitalistyczny wymysł. W młodości na szczęście wiele podróżował po Europie, gdzie świadomie odkrywał muzykę jazzową. Atmosfera ZSRR nie sprzyjała rozwojowi młodego, improwizującego pianisty o szerokich horyzontach. Dlatego, Simon w wieku 21. lat wraz z rodziną wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie studiował na słynnym Julliard School Of Music. Tu historia nabiera tempa.

Od połowy lat 80 XX. wieku Nabatov zaczął współpracować z licznymi muzykami, z przeróżnych jazzowych kręgów. Wymienić tu trzeba choćby Cheta Bakera, Kenny’ego Wheelera, czy Sonny’ego Fortune. Był członkiem znakomitych kwartetów: Roya Andersona i Perry’ego Robinsona (albumy Angelology, Call To The Stars). Ciekawym projektem z tego okresu jest współpraca z Paulem Motian i Edem Schullerem, zwieńczona albumem Circle The Line (1988), jak i późniejszy album Inside Looking Out (1989), nagrany w kwartecie, również z Edem Schullerem, ale już z Johnem Betschem na perkusji i ekscentrycznym wokalistą – multiinstrumentalistą-Arto Tuncboyaci. 

 Simon Nabatov swój następny przystanek zrobił w niemieckiej Kolonii, gdzie żyje do dzisiaj. To tu stworzył swoje mocne, skrystalizowane stylistycznie projekty, którym z powodzeniem przewodził. Mowa o trio z Tomem Rainey i Markiem Heliasem (Sneak Preview, 2000), czy o kwartecie z wokalistą Philem Mintonem i saksofonistą Frankiem Gratkowskim (Nature Morte, 2001). Do najciekawszych pomysłów Nabatova, należy tak zwana Rosyjska Trylogia, czyli muzyka oparta na literaturze rosyjskiej. Są to kolejno: „Mistrz i Małgorzata” Bułhakova, wspomniane „Nature Morte” i cykl miniatur Daniila Charmsa – pt. „Wypadki”, choć pewnie nam bliższe będzie wpólne nagranie z braćmi Olesiami i Chrisem Speedem zatytułowane Walk Song.

W ostatnich latach Simon Nabatov zdecydowanie nie próżnuje. Wręcz przeciwnie, cały czas kombinuje, szuka i nieprzerwanie tworzy. W 2012 nagrał album poświęcony wielkiemu pianiście – Herbiemu Nicholsowi, a w 2013 płytę o wymownym tytule „Hayden plays Haydn” – nagraną w towarzystwie nowozelandzkiego saksofonisty – Haydna Chisholma.  Wszystkie te projekty, w powiązaniu z twórczą aktywnością, czynią Simona Nabatova pianistą nieskrępowanym, nieszablonowym i nieprzewidywalnym. A to jeszcze nie jest jego ostatnie słowo!