Scenariusze urojone przy cichym światełku.

Autor: 
Maciej Karłowski
Zdjęcie: 

Ciekawych czasów dożyliśmy! Dominic Miller – gitarzysta bardzo znany i renomowany, a niekiedy wręcz otaczany poststingowskim kultem, nagrywa płytę w kultowej firmie płytowej ECM.  Na usta ciśnie się pytanie…., którego na piśmie, jakoś nie mam śmiałości tak całkiem wprost postawić. Pozbyć się go też ni jak nie umiem. I tak miotany zdumieniem i niedowierzaniem roję sobie scenariusze, jak do tego mogło dojść.

O zgrozo, pierwsze co przyszło mi do głowy to to, że dywersyjna grupa zbuntowanych pracowników ECM zrobiła to w tajemnicy przez Wodzem i kiedy ON spokojnie wyjechał na urlop i nieświadomy co się święci przez dwa miesiące wypoczywał na plażach Kamerunu, potajemnie wykorzystała ten czas, aby szybko wdrożyć plan o kryptonimie Silent Light. Nie dość, że wydali płytę to jeszcze prędziutko, prędziutko rozesłali ją po całym świecie, wprost do sklepów, żeby po powrocie "schaffuerhera" czy może lepiej przywódcy trzódki, nie było już odwrotu i albumu nie opłacało się wycofywać ze sprzedaży.

Dlaczego Kamerun zapytacie? To sprawa prosta, przecież to dawna niemiecka kolonia, a i rezerwuar bardzo utalentowanych muzyków, a jak wieść gminna niesie, wielki Wódz talentów szuka bez wytchnienia i bez przerwy. Ale nieeeee! Dywersyjna grupa to na pewno nie to! Gdyby tak było to w całym jazzowym showbiznesie rozniosłoby się, że monachijskiego hegemona dotknęła fala nagłych, niespodziewanych, grupowych zwolnień. Związki zawodowe na pewno zrobiłyby raban, tymczasem jest cisza! Czyżby więc projekt Silent Light okazał się misternie zaplanowanym działaniem? Możliwe, ale po co? Wiem! Na pewno chodzi o to, żeby przygotować podatny grunt pod przypadające w 2019 roku uroczyste obchody pięćdziesięciolecia firmy, które ozdobi prawdziwie sensacyjny album! Zbiór nowych miniatur Arvo Parta na głos i orkiestrę, które z towarzyszeniem Kamerata Baltica zaśpiewa kto? Sting!

O taaaak! Sting w ECM to byłaby dopiero sensacja! Świat cały by o tym krzyczał na całe gardło, a dziennikarze muzyczni wszech krajów krzyżem by padli nie mogąc słowa wydusić! A jakby to podniosło kapitał zakładowy i wzmocniło kondycję finansową firmy. Koncert Koloński Jarretta i cykl płyt Hilliard Ensemble z Janem Garbarkiem to pikuś byłby w obliczu takiego złotego strzału. A nowa Stingowska ECMowska płyta od razu na wszystkich trzech miejscach podium siadłaby i mogłaby ich już nigdy nie zejść.

Chwała więc Wodzowi, że tak misterny plan ułożył, chciałoby się powiedzieć. Bo przecież taki plan to znakomita gwarancja wydawniczego bezpieczeństwa, a i dobre zabezpieczenie możliwości dalszego realizowania misji niesienia ludziom kaganka muzycznej kultury. A ta jak należy sądzić nieustannie od dekad rozpala wodzowską producencką wyobraźnię i jest motorem wielu wydawniczych poczynań.  

Honorowo więc będzie, nie wytykać mu palcem albumu Silent Light, tylko w pokorze i ze zrozumiałym zrozumieniem pochylić się nad jego naturą, konstrukcją, przekazem i potencjałem marketingowym. Nawet jeśli przy kolejnych odsłuchach nie za bardzo będziemy potrafili powiedzieć co tu tak naprawdę jest grane. Lepiej album polubić bez zadawania dociekliwych pytań niż złośliwie szukać dziury w całym. 

Umówmy się, przecież Manfred Eicher wielkim producentem jest, nie myli się nigdy i co tu kryć, krąży powszechne, niemal religijne przekonanie, że podejmuje jedynie same cudowne decyzje repertuarowe. Co więcej haruje jak wół by jego monachijska siedziba postrzegana była nie tylko jako miejsce pielgrzymek fanów czy mroczny obiekt pożądania dla muzyków, ale też, że on sam to nie dyktator, ale najprawdziwszy znalazca Świętego Graala muzycznych sfer.

Jest więc być może więcej niż prawdopodobne, że Wódz odnalazł w muzyce Dominika Millera coś, co jeszcze bardziej splendor firmy usplendorzy, a jej historię i prestiż ubogaci. I niech nas w ogóle nie zwodzi wrażenie, że płyta Silent Light może wydawać się nam cokolwiek pusta, odrobinę płytka, podejrzanie naskórkowa i całkiem niegodna emblematu ECM. Nie kombinujmy!

A może jest tak, że to nie my kombinujemy tyko Arcymistrz, grubo przekombinował i sam siebie nieoczekiwanie okiwał? Tymczasem płyta się skończyła, a ja sobie siedzę przy cichym światełku lampki i myślę o magnolii. I robieniu jej zdjęć. I wyświetla mi się coraz większy...

?