Krakowska Jesień Jazzowa 2016: Michel Godard – barokowy muzykant

Autor: 
Maciej Krawiec
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

"Jeśli myślicie, że nie ma niczego nowego pod słońcem, posłuchajcie Michela Godarda” - tak o jednym z albumów muzyka napisał dziennikarz portalu All Music. Ten francuski artysta grający na gitarze basowej, tubie oraz instrumencie uważanym za jej przodka, serpencie, istotnie zaskakuje: zarówno swoją muzyczną przeszłością, jak i – co najważniejsze – swoimi kolejnymi projektami z pogranicza klasyki i improwizacji. 

 
Muzyczna przeszłość Godarda budzi uznanie z tego względu, że od początków swojej profesjonalnej kariery angażuje się on w działalność w obrębie klasyki, ale i w świecie improwizacji. Już w wieku osiemnastu lat zostaje przyjęty do Orkiestry Filharmonicznej Francuskiego Radia, później był również członkiem Francuskiej Orkiestry Narodowej, Ensemble Musique Vivante, Arban Chamber Brass czy specjalizujących się w muzyce dawnej składów Ensemble La Venice i XVIII-21 Musique de Lumières. Swoje wirtuozowskie umiejętności gry na instrumentach Godard postanowił jednak wykorzystać nie tylko na gruncie klasycznym, lecz również w jazzie. Pragnął wolności, którą daje improwizacja, a także realizacji muzycznych przedsięwzięć z artystami reprezentujących różne estetyki. Przez trzy lata grał we Francuskiej Narodowej Orkiestrze Jazzowej, zaś od lat 90. był zaangażowany w projekty takich improwizujących muzyków jak Rabih Abou-Khalil, Sylvie Courvoisier, Michel Portal czy Kenny Wheeler.
 
 
Tym, co jednak wydaje się najciekawsze w kontekście Godarda, to jego autorskie przedsięwzięcia. W nich dokonuje fuzji muzyki klasycznej i jazzowej, dążąc do spotkań artystów reprezentujących różne estetyki. Stąd chociażby improwizowane formy bazujące na sztuce Monteverdiego – kompozytora, którego twórczość nakłoniła go do zainteresowania się jazzem. „Odszedłem od klasyki do świata improwizacji dlatego, by lepiej zrozumieć Monteverdiego i muzykę jego czasów” – mówił w wywiadzie. „Jestem przekonany że dzisiejsi muzycy jazzowi robią coś, co jest bliskie postawie artystów z przełomu XVI i XVII wieku. Jestem pewien, że jesteśmy tacy sami jak oni, jedynie żyjemy w innych czasach”. Stąd twórcza swoboda, wolność poszukiwań oraz kulturowa otwartość, mająca w sobie coś z postawy wędrującego po świecie muzykanta: wolnego ducha, którego ciekawi wszystko i ze wszystkim pragnie na swym instrumencie dialogować.
 
 
I nie chodzi wyłącznie o dialog z muzyką, ale i na przykład z zapachami – jak w przypadku projektu „Le Concert des Parfums”, w którym zaproszeni przez niego wykonawcy improwizowali odpowiadając na rozsnute pośród nich aromaty perfum – czy akrobacjami cyrkowców, których ewolucje na linach inspirowały Godarda do wygrywania partii na serpencie. Dokonania artysty pełne są takich zaskakujących zestawień, co czyni z niego – nawet w świecie jazzu, który z definicji zakłada otwartość na nagły impuls, ryzyko i niespodziankę – postać całkiem wyjątkową.
Podcas tegorocznej edycji Ad Libitum, będziemy mieli okazję usłyszeć Michela Godarda w wyjątkowym otoczeniu. Zagra w finale festiwalu z 14 ansamblem Barry'ego Guya - Blue Shroud Band.