Kenny Wheeler: słodko- gorzka muzyka

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Był onieśmielony swoją twórczością. Nie lubił tłumów, nie znosił krytyki. Wrażliwość Kenny’ego Wheelera czuć w każdej wygrywanej przezeń frazie. A jest czego słuchać. Przez lata swojej złotej kariery grał z wielkimi nazwiskami muzyki rozrywkowo- jazzowej (Anthony Braxton, Dave Holland, Steve Coleman czy Joni Mitchell). Jako lider, nagrał blisko 30 płyt, skomponował ponad 100 utworów, współpracował z obszernym tłumem muzyków. Zmarł dwa lata temu, pozostawiając po sobie wspaniały, poszerzający muzyczną świadomość dorobek. Dziś ten wielki trębacz kończyłby 87 lat.

Odnajdywał się zarówno w lirycznych balladach, jak i freejazzowych, szaleńczych pogoniach. Jednak niezależnie od stylu, który w danym momencie go fascynował, w jego grze czuć olbrzymie pokłady wrażliwości. Nie tandetnej i napuszonej, lecz tej szczerej i poruszającej. Kenny Wheeler to prawdziwe jazzowe indywiduum: Smutne utwory go uszczęśliwiały. Zbyt krótkie frazy niecierpliwiły. Te subtelne pobudzały. Był człowiekiem, który pojmował muzykę w zdecydowanie oryginalny sposób. I choć lata świetności Wheelera to dla mnie odległa historia, ładunek emocjonalny jego kompozycji jawi mi się jako nadzwyczaj aktualny.

 

Kenny Wheeler urodził się i wychował w latach 30., w Kanadzie. W 1952 wyemigrował do Wielkiej Brytanii , gdzie grał swing z John Dankworth’s Orchestra, jazz- rock z Mike Gibbs Orchestra i muzykę free, z zespołem Alexandra Schlippenbacha. Ten ostatni projekt, był głównym nurtem, w którym w latach 71 – 76 poruszał się Kenny Wheeler. Szaleńczo improwizował, stale poszerzał granice harmoniczne, w których się poruszał, ale przede wszystkim słuchał pozostałych. Projektów, w których brał udział była cała masa, ale prawdziwie wiarygodny rozkwit tego rębacza miał miejsce w 1975, kiedy to nagrał swój flagowy album „Gnu High” z Keithem Jarrettem. Album ten był również pierwszą współpracą Kenny’ego Wheelera z ECM. Od tego czasu wytwórnia doskonale odczytywała twórcze zamiary muzyka. Kolejne albumy, wydawane w ciągu nastu lat okazały się strzałęm w dziesiątkę. Jako pierwszy, na myśl przychodzi szeroko nagrany, swingujący, instrumentalnie bogaty „Music For Small And Large Ensemble” z onirycznym wokalem KOGO w tle. Nie można jednak zapomnieć o innych płytach, które również znacząco wyróżniają się spośród fonograficznych dokonań XX wieku: „Deer Wan”, „ Double You”, „The Widow in Window”. Zarówno pod względem kompatybilności z zamiarami twórczymi Wheelera, jak i rosnącej popularności wśród słuchaczy płyty te okazały się prawdziwym sukcesem.

Kenny Wheeler grał dla uznania, nie koncertował dla sławy, nie komponował dla pieniędzy. Pod tym względem był bardzo samolubny. Na swoje 80. urodziny powiedział: „Tak naprawdę chciałbym pisać wyłącznie smutne utwory, a potem pozwalać wspaniałym muzykom niszczyć tę smutną aurę. W żadnym razie, nie chcę, by inni muzycy bawili się w odkrywanie moich zamiarów, lub uczuć towarzyszących mi przy komponowaniu. Bo w gruncie rzeczy nie obchodzi mnie, jak oni odbierają moją muzykę. Moje kompozycje to moja sprawa. Ich muzyka to ich sprawa”. Chodziło mu przecież wyłącznie o satysfakcję i zaspokojenie swoich kreatywnych ciągot. Robił to jednak z olbrzymią klasą, jednocześnie ciągnąc za sobą tłum, zainspirowanych, wpatrzonych w niego muzyków, którzy do dziś nie mogą oderwać się od nagrań wielkiego Wheelera.