Joe Lovano - jeden z największych jazzmanów świata

Autor: 
Piotr Jagielski
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Od lat 80. Joe Lovano był jedną z największych gwiazd saksofonu post-bopowego. W epoce, gdy nie dowierzano możliwości jeszcze jakieś innowacji – epoce po coltrane’owskiej – Joe Lovano dowiódł, że jest bardzo wiele sposobów na bycie oryginalnym. Lovano nie starał się wynaleźć nowego rodzaju muzyki, a po prostu nauczył się wykorzystywać swoją nieprzeciętną edukację. Saksofonista zaadoptował z łatwością style swoich wielkich poprzedników. W tym gąszczu odnalazł własny głos. Potrafił zaczynać utwór delikatnie w stylu modalnych eksperymentów Billa Evansa by zakończyć grając free.

Urodzony 29 grudnia 1952 roku Joe jest synem saksofonisty z Cleveland Tony’ego „Big T” Lovano. Dorastał więc w otoczeniu muzyki i to jeszcze jazzowej.  Ojciec uczył młodego adepta muzyki, podrzucał mu również płyty. Nastoletni Joe od najmłodszych lat wsłuchiwał się w dźwięki saksofonu Charliego Parkera, Johna Coltrane’a oraz trąbki Dizzy’ego Gillespiego. Choć najmocniej ukochał sobie be-bop, już podczas pierwszych, nastoletnich jam sessions ze swoimi rówieśnikami, zdradzał zapędy w bardziej eksperymentalne rewiry. Pociągała go awangarda, muzyka Ornette’a Colemana i późnego Coltrane’a. Jego edukacja nabrała bardziej konkretnych kształtów po przeprowadzce do Bostonu i studiowaniu w Berklee School of Music, gdzie na zajęcia uczęszczał wraz z gitarzystami Johnem Scofieldem i Billem Frisellem.

 

Pod koniec lat 70 Lovano stał się wziętym muzykiem sesyjnym oraz jednym z członków orkiestry Woody’ego Hermana. Po przeprowadzce do Nowego Jorku w 1980 roku zaczął grać w zespole Mela Lewisa a także z takimi tuzami jak Lee Konitz, Charlie Haden i Elvin Jones. W 1981 roku dołączył do zespołu perkusisty Paula Motiana, gdzie grał wraz z kolegą ze szkolnej ławy, Billem Frisellem. Wkrótce rozpoczął również współpracę ze Scofieldem, która przyniosła mu międzynarodowy rozgłos. W latach 90. stał się jednym z wiodących muzyków w stajni wytwórni Blue Note.

Ostatnim czasem Lovano dzieli czas między nagrywanie własnego materiału a interpretowanie utworów swoich ulubionych artystów – Franka Sinatry czy Enrico Caruso.  Został uhonorowany specjalną nagrodą Berklee College oraz tytułem doktora honoris causa w 1998 roku a w 2000 otrzymał nagrodę Grammy. Dziś jest jedną z największych gwiazd jazzowej, współpracuje z Johnem Zornem, kwintetem Masada, Kenny Wernerem i jakby było mało po raz kolejny staje przed słuchaczami z nowym zespołem Us Five, w którym gra  m.in. dwóch drummerów oraz piękna i piekielnie zdolna Esperanza Spalding.

 

Aktywność artystyczna Joe Lovano może przyprawiać o zdumienie. Różnorodność muzycznych sytuacji, w których mogliśmy go podziwiać i na płytach i na koncertach jest imponująca. Gdzieś nad całością jego twórczych poczynań unosi się duch wielkiej jazzowej tradycji przeredagowanej i napisanej  własnym charakterem pisma. Doświadczamy tego nieustannie, także na płytach znakomitej wspomnianej formacji US Five, z którą Lovano przemierzył cały świat, i z którą nagrał do tej pory trzy płyty dla potężnej Blue Note Records, z którą związany jest od bardzo, bardzo dawna. „Folk Five”, „Bird Song” i najnowsza ciągle „Cross Culture” są tego znakomitymi dowodami i recenzje tych płyt. Dostępne są na naszych stronach

Ale już dochodzą więcej niż mocne sygnały, że na horyzoncie pojawił sianowy band. I tak jak w przypadku poprzednich, jest ogromne prawdopodobieństwo, że będzie to formacja co najmniej znakomita. Do tego Joe Lovano nas przyzwyczaił. Mieliśmy z resztą okazję przekonać się o tym podczas tegorocznej edycji festiwalu Jazz Jantar.