Jemeel Mondoc - artysta prawie zapomniany.

Autor: 
Paweł Baranowski
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. prasowe

Nazwisko Moondoca ma swoje miejsce w historii jazzu w Polsce, albowiem był pierwszym muzykiem związanym ze sceną loftową, który wystąpił w naszym kraju na festiwalu Jazz Nad Odrą w 1981 roku, a nawet pozostawił po sobie nagranie płytowe, o którym jednak być może nawet nie wie.

Muzyczną edukację rozpoczął jako dziecko, od nauki gry na fortepianie. Zanim nierozerwalnie związał się z saksofonem altowym, w międzyczasie zajął się również klarnetem i fletem. We wczesnych latach 70. pobierał nauki u Cecila Taylora w rozmaitych collage'ach. W roku 1972 przeniósł się do Nowego Jorku. Wpierw prowadził większy zespół, lepiej znany dopiero z współczesnych nagrań i składu osobowego - the Jus Grew Orchestra, jednakże wkrótce sformował bodaj najsłynniejszą swoją grupę właśnie z nią koncertował w Polsce) - Muntu z Royem Campbellem jr na trąbce, Williamem Parkerem na basie i Rashidem Bakrem na perkusji. Zespół ten wydawał swe nagrania we własnej wytwórni, nazywającej się również Muntu. Mała, niezależna, dawno nieistniejąca wytwórnia, spowodowała, że nagrania te, nie wznowione przez nikogo, praktycznie pozostają nieznane dla młodszych słuchaczy, a i dla większości nawet seniorów jazzowego świata również. Podobnie jak wielu innych muzyków grywających w latach 70. lofty, także i on borykał się z problemami finansowymi, które doprowadziły go do rozwiązania (czy też lepiej powiedzieć zawieszenia) działalności Jus Grew Orchestra. Praktycznie w ogóle nie interesowały się nim również wytwórnie płytowe (z tamtych lat pochodzą jedynie sporadyczne nagrania zrealizowane dla Cadence i Soul Note). I gdyby nie trzypłytowy box z dołączoną piekną i obszerną książeczką, opublikowany kilka lat temu przez litewską oficynę No Buisiness Records, to możliwe, że wczesne nagrania formacji do dzisiaj byłby szerzej nieznane.

 

Zauważony został praktycznie dopiero w latach 90, kiedy to zaczął wydawać, nagrywać i koncertować więcej i częściej. Ponownie sformował swój big band - Jus Grew Orchestra, z którą koncertował również w Europie. Ponownie też związał się z Williamem Parkerem, który często stanowi doskonały element sekcji rytmicznych towarzyszących Moondocowi. Regularnie nagrywa w zasadzie dopiero od połowy lat 90, kiedy to ukazała się wyśmienicie oceniona przez krytykę płyta Tri-P-Let (Eremite). Obecna jego aktywność sprowadza się zwykle do małych składów, przede wszystkim tria i wspomnianego wcześniej big bandu.

 

 

W swej muzyce łączy tradycję loftu i starych mistrzów free jazzu, jak Ornette Coleman, Eric Dolphy (muzykowi temu poświęcił też swoją wersję "Out To Lunch") czy Jackie McLean z potężnym brzmieniem. Krytycy dość powszechnie twierdzą, że grając na alcie osiągnął intensywność i energię saksofonistów tenorowych. Jego big band natomiast, łączy w swej muzyce praktycznie całość muzyki jazzowej. Są tu - co oczywiste - i elementy free jazzu, ale uważny słuchacz winien usłyszeć również tradycję niemal swingowego grania, dużych zespołów Charlesa Mingusa, czy nawet - ze względu na krótkie wstawki melodyczne - takich grup jak orkiestry Sun Ra, czy nawet Franka Zappy.