Jazz messenger dziś miałby 96 lat - Art Blakey w artykule Piotra Jagielskiego

Autor: 
Piotr Jagielski
Zdjęcie: 

Przez ponad 30 lat zespół Jazz Messengers, dowodzony przez perkusistę Arta Blakeya stanowił prawdziwy poligon dla młodych, początkujących muzyków. Poligon doświadczalny - jeśli przeszło się przez szkołę tego perkusisty, wszelkie trudności, jakich doświadczało się w późniejszej karierze nie stanowiły żadnego wyzwania. Blakey był geniuszem, narkomanem, ekscentrykiem i - jeśli wierzyć Milesowi Davisowi - "straszliwym sukinsynem". Choć to ostatnie ściśle związane było z uzależnieniem od narkotyków i faktem, że trębacz miał w zwyczaju podkradanie muzyków z Jazz Messengers. Przez grupę Blakeya przeszli m.in.: Miles Davis, Lee Morgan, Wayne Shorter, Keith Jarrett, Horace Silver, Jackie McLean, Clifford Brown, Donald Byrd, Reggie Workman i bracia Marsalisowie. 

"Kiedyś ośmieliłem się skrytykować Louisa Armstronga i Art Blakey straszliwie skopał mi tyłek" - przyznał mi Branford Marsalis podczas wywiadu w Wiedniu. "U pana Blakeya nauczyłem się właściwie wszystkiego. Podobnie Wynton" - dodał. Poza rolą nauczyciela utalentowanej młodzieży, perkusista był również jednym z najważniejszych, obok Johna Coltrane'a i Ornette'a Colemana, muzyków ery post-bopowej lat 60. Kształtował nie tylko umysły swoich podopiecznych ale także brzmienie całej sceny. Lata 60. były epoką z jednej strony spokojnego, ciepłego mainstreamu przeznaczonego dla szerokiej publiczności i niszowa awangarda. Blakey oferował jazz na najwyższym poziomie, dystyngowany i swingujący, wypełniający powstałą niszę. Przy okazji przyczynił się do wielkiego sukcesu artystycznego wytwórni Blue Note Alfreda Liona i Rudy'ego van Geldera dla którego nagrał takie klasyki jak "Moanin'", "Ritual" i "Meet You At The Jazz Corner Of The World".

Arthur "Art" Blakey (później znany również jako Abdullah Ibn Buhaina) urodził się w 1919 roku w Pittsburgu. Pomysł na siebie, jako lidera grupy jazzowej obecny był w jego umyśle od samego początku bowiem już jako nastolatek prowadził własny zespół. Jako pianista. Nie wierzył jednak, że może wytrzymać konkurencję Errolla Garnera, nauczył się - sam się nauczył! - gry na perkusji, w zgodzie z agresywnym stylem swojego idola, Chicka Webba. Jesienią 1942 roku przyjechał do Nowego Jorku by towarzyszyć Mary Lou Williamson w jej zespole. Spodobał się i niedługo potem podróżował po kraju jako członek grupy Fletchera Hendersona, następnie Billy'ego Eckstine'a, gdzie miał okazję poznać wielu późniejszych współpracowników - Milesa Davisa, Dextera Gordona czy Fatsa Navarro. Art trafił do świata wielkiego jazzu, tak jak sobie zakładał. 

Początek lat 50. Blakey spędził na wyrabianiu sobie nazwiska w nowojorskim światku muzycznym. Akompaniował pianistom: Budowi Powellowi i Theloniousowi Monkowi a także Milesowi Davisowi i Charliemu Parkerowi. Przeszedł na islan, za sprawą odbytej w 1948 roku podróży do Afryki, która wpłynęła nie tylko na jego życie duchowe ale również na jego styl gry w którym wykorzystywał instrumenty afrykańskie oraz niestandardowe techniki, jak uderzanie werbla łokciem. Dominował nad innymi muzykami. Duchowe przebudzenie nie przeszkodziło mu to niestety w wychodowaniu sobie nałogu heroinowego. 

W 1954 roku założył zespół The Jazz Messengers, który w ciągu następnych lat miał stać się jednym z najważniejszych i najpopularniejszych grup jazzowych. Kwintet w składzie: Blakey, Silver, Mobley, Dorham i Watkins nagrał płytę "The Jazz Messengers at the Cafe Bohemia". Później rozpoczęły się rotacje w składzie, które nie skończyły się aż do końca działalności grupy. Po odejściu Silvera, który zabrał ze sobą pozostałych muzyków, by stworzyć własną grupę, nazwa uległa zmianie: powstał "Art Blakey and the Jazz Messengers", z tylko jednym, niekwestionowanym liderem. Grupa stała się wiodącą siłą sceny hard-bopowej, scalająca agresywność i bezkompromisowość z melodyjnością i bluesowymi korzeniami. 

W latach 60., poza ciągłą pracą z zastępami swoich młodych muzyków, pracował także z Herbiem Nicholsem, "Cannonballem" Adderleyem i Grantem Greenem. W 1971 roku odbył trasę koncertową - zahaczając także o Polskę - z formacją "The Giants of Jazz", w skład której wchodzili także Thelonious Monk, Dizzy Gillespie, Kai Winding, Sonny Stitt i Al McKibborn. Ostatnimi wychowankami zasłużonego perkusisty są bracia Wynton i Branford Marsalisowie, Kenny Garrett, Donald Harrison i Terrence Blanchard. 

Pod koniec życia, Blakey niemal ogłuchł. Dziennikarz muzyczny Ron Wynn pisał, że "Blakey grał z taką mocą, że ostatecznie częściowo stracił słuch". W ciągu ostatnich lat występowania, Art Blakey grał na "czuja", intuicyjnie. Inna sprawa, że intuicja przeważnie go nie zawodziła.