Jazz Jantar 2016: Jack DeJohnette - czas legendy

Autor: 
Tomasz Dec
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Jack DeJohnette jest jednym z tych jazzowych gigantów, o których mówi się – oni zmieniali jazz na przestrzeni lat! Jack DeJohnette wnosi zarówno jako lider, jak i jako sideman nieograniczoną inwencję do zespołów, to on dopełnia brzmienie, syntetyzując przepływ myśli muzycznej. Jest ponad podziałami, współpracował z muzykami wywodzącymi się z różnych środowisk, części geograficznych, reprezentujących często zupełnie różnorodną stylistykę, i efektem jego współdziałania były projekty niezmiennie inspirujące, jakich historia jazzu do tej pory nie znała!

Na czym polega zatem fenomen DeJohnette’a? Poszukiwanie odpowiedzi zaczyna się i kończy na swoistym lustrze, w jakim możemy przeglądać karierę perkusisty, a jest nim niewątpliwie współpraca z Manfredem Eicherem i wytwórnią ECM Records.

 

ECM w swoim założeniu miał promować wszelkie przejawy jazzu europejskiego. Jednakże szybko stał się wytwórnią, która zapraszała do nagrań muzyków różnych narodowości i jazzowych światów. Z pewnością było wielu jazzmanów amerykańskiego pochodzenia, którzy wnieśli do jazzu europejskiego sporo ze swojej muzycznej osobowości, a po czasie zaczęli tworzyć własne sztandarowe projekty. ECM stał się bowiem dla nich wytwórnią, gdzie bez ryzyka, z odwagą mogli wydawać, nie będąc posądzanym o odejście od głównego nurtu. Do takich twórców z pewnością należeli Keith Jarrett, John Abercrombie, Pat Metheny, Kanadyjczyk Kenny Wheeler i Jack DeJohnette. Nikt jednak nie odegrał tak znaczącej roli, jak właśnie Jack DeJohnette. I nie można tego tłumaczyć tym, że DeJohnette, jako perkusista, mógł z względną łatwością zmieniać konfiguracje składów. Jego wszechstronność brała się w dużej mierze z szerokich horyzontów i muzycznej wyobraźni.

 

Jack DeJohnette jako sideman był ostoją niejednego składu. Prawdopodobnie jedną z najlepszych sekcji rytmicznych lat 70, i później także 90, stworzył z Davem Hollandem. W tej konfiguracji nagrywał między innymi z Kennym Wheelerem, Keithem Jarrettem oraz w być może najbardziej rozpoznawalnym składzie z Davem Hollandem – Gateway z Johnem Abercrombie.

 

Z punktu widzenia lat 70 – jednymi z najważniejszych ECM-owskich projektów Jacka DeJohnette’a była współpraca z Johnem Abercrombie, Janem Garbarkiem i Kennym Wheelerem. Dla zobrazowania można przywołać trzy albumy z tamtego okresu, które DeJohnette nagrał jako sideman: Timeless (z 1975 roku) oraz Places i Deer Wan (wydane w 1978 roku). Timeless to początki fusion, jednak Abercrombie nie poszedł dalej w tym kierunku. Tym bardziej Timeless należy uznać za brylant tamtych czasów. W przypadku Places, autorska muzyka Garbarka została skonkretyzowana rytmicznie – DeJohnette nadał absolutnie niepowtarzalny charakter albumowi saksofonisty. Żaden z późniejszych autorskich projektów Garbarka nie brzmiał już tak samo. Deer Wan to album z regularną sekcją rytmiczną, niewątpliwie jeden z najbardziej reprezentatywnych albumów Wheelera, ważny ze względu na krystalizację nowoczesnej stylistyki, właściwej dla lat 90. Jack DeJohnette miał przy tym istotny udział.

 

Lata 70 były niewątpliwie najważniejszym okresem dla rozwoju jazzu w ogóle (bo przecież nie tylko jazzu europejskiego!), rodzącym dzieła, które stały się niezaprzeczalnym źródłem inspiracji dla późniejszych pokoleń. Można uznać, że jedne z najciekawszych muzycznych zjawisk spoza głównego nurtu i awangardy działy się właśnie w drugiej połowie lat 70. ECM był tą wytwórnią, która skupiała najbardziej obiecujący potencjał wśród twórców jazzowych. Jednym z nich był niewątpliwie Jack DeJohnette.

Projekty DeJohnette’a jako lidera nie odbiły się szerszym echem w świecie jazzu, a szkoda, ponieważ jest to bardzo istotny punkt w jego dyskografii. Jednakże ważność może oznaczać rolę, jaką dany album odegrał w twórczości artysty, niekoniecznie musi wiązać się z osiągnięciem popularności. Rzeczywiście, projekt Jack DeJohnette’s Directions i album Untitled wydany w 1976 roku był wyjątkowo niespektakularną inicjatywą.

 

Ciekawe jest spostrzeżenie, że jako lider DeJohnette nie zapraszał do współpracy tych muzyków, z którymi tworzył tak znamienite składy jako sideman. Inna sprawa, że perkusistom jest zawsze trudniej sformować skład, który odpowiadałby specyfice ich kompozycji. Okazuje się, że autorskie projekty Jacka DeJohnette’a być może nie odznaczały się wybitną obsadą, ważne jednak jest zwrócenie uwagi na ich charakter.

Godny wzmianki jest album Oneness z 1996 roku – album pozostawiający na mnie niezmiennie ogromne wrażenie. Konfiguracja instrumentów była autorskim pomysłem DeJohnette’a, obok klasycznego tria fortepianowego występują dodatkowo instrumenty perkusyjne. Don Alias stworzył z DeJohnettem wzmocnioną sekcję rytmiczną, której efekt był nadzwyczaj udany. Rzeczą bardzo niekonwencjonalną jest fakt, że pianista – Michael Cain w ani jednym momencie nie przewodniczy zespołowi, także pod względem wykonywania „natchnionych” partii solowych. Utwór zamykający płytę to ponad 27-minutowa kompozycja open. Absolutnie nieprawdopodobne, zważywszy, że formuła wykonawcza i kompozycyjna tria fortepianowego pozostaje w niezmąconym porządku.

 

Być jednym z największych paradoksów pozostaje fakt, że Jack DeJohnette jest kojarzony przede wszystkim jako perkusista głównego nurtu. Z tego powodu, dla tych, którzy pamiętają go głównie z nagrań dla Milesa Davisa, czy chociażby z jego najbardziej znanego współcześnie projektu z Ravi Coltranem i Mattem Garrisonem, niniejszy artykuł może wydawać się zaskoczeniem, czy wręcz wypaczeniem. Przyznaję, że posłużyłem się wyborem selektywnym. Nie zmienia to faktu, że najwięcej albumów jako lider, Jack DeJohnette nagrał właśnie dla ECM i to stanowi podstawową oś jego twórczości.

Jestem przekonany, że po tym poznajemy legendy. Nie ma bowiem znaczenia, z jaką epoką jest kojarzony Jack DeJohnette, z jaką stylistyką, z jaką wytwórnią – pozostanie legendą. Niewątpliwie dla każdego jest rozpoznawalny inaczej. Dla mnie najlepszą część jego twórczości stanowią albumy wydane dla ECM-u. Ta niejednoznaczność postrzegania DeJohnette’a świadczy nie tylko o jego ogromnym dorobku, ale przede wszystkim o wszechstronności i otwartości na każdy rodzaj muzyki i na innych twórców.

A dorobek twórczy DeJohnette’a pozostanie dla nas jedną z największych zagadek. Skłamałbym, gdybym powiedział, że utwory Oneness, Priestesses Of The Mist, Where Or Wayne, Jack In są powszechnie znane. Chociaż tym osobom, które zechciałyby im się bliżej przyjrzeć, być może dane będzie odkryć bogactwo zamysłów kompozycyjnych DeJohnette’a i jego nieograniczoną wyobraźnię.

Jack DeJohnette pozostanie w świadomości wielu herosem. Jego charyzma i dorobek twórczy czynią go jednym z największych żyjących perkusyjnych autorytetów.