Jack DeJohnette - pięć dekad wielkiego bębnienia. Dziś 75 urodziny Jacka Dejohnette'a

Autor: 
Piotr Jagielski
Zdjęcie: 

Zanim Jack DeJohnette został jednym z ważniejszych i bardziej pomysłowych perkusistów w historii muzyki jazzowej, był utalentowanym pianistą. I być może to młodzieńcze doświadczenie leży u podstaw jego późniejszej wielkości - DeJohnette jest perkusistą niezwykle innowacyjnym, lirycznym i przywiązującym uwagę do tego, co dzieje się dookoła jego samego. Przypomina pod tym względem Arta Blakeya i Elvina Jonesa. Doskonale reaguje na tworzoną przez pozostałych kolegów muzykę, sam stając się nie jedynie metronomem a pełnoprawnym instrumentem w zespole. Nie wyłącznie kurczowo trzymającym puls i rytm ale również konstruującym linie melodyczne i tematy kompozycji. Wśród tysięcy muzyków, którzy grali z Milesem Davisem, często chętnie przypisując sobie wątpliwe błogosławieństwo trębacza, DeJohnette był jednym z nielicznych, którzy naprawdę z nim grali. Perkusista wziął udział w nagrywaniu przełomowych dla rozwoju fusion płyt, występował m.in. u boku Sonny'ego Rollinsa, Joe Hendersona, Keitha Jarretta i Freddiego Hubbarda.

Od czwartego roku życia uczył się gry na pianinie, wyrabiając sobie poetyckie nastawienie do muzyki. Pianistą pozostawał aż do 14 roku życia, gdy za namową wujka zamienił klawisze na perkusję. Działał bardzo szybko - niedługo występował już w lokalach Chicago ze swoimi grupami: wpierw grając proste R&B, przechodząc do muzyki awangardowej, którą grał w towarzystwie Roscoe Mitchella i Richarda Abramsa. Na początku lat 60. miał nawet niezwykłą okazję akompaniowania Johnowi Coltrane'owi. W 1966 rozstawił "wietrzne miasto" i przeprowadził się do Nowego Jorku. Tam szybko stał się jednym z najpopularniejszych perkusistów jazzowych - z jego usług korzystał Charles Lloyd, Bill Evans, Abbey Lincoln i Jackie McLean.

 

Przełom w jego karierze nastąpił w 1969 roku, gdy z grupy Milesa Davisa zaczęli odchodzić kolejni muzycy - przede wszystkim perkusista Tony Williams. Gdy przyszło do szukania zastępcy, DeJohnette był na szczycie listy. Trębacz szybko zauważył jak doskonale perkusista znajduje wspólny język z kontrabasistą Davem Hollandem a także z jaką łatwością przychodzi mu łączenie jazzu z funkiem i rockiem. Był przyjęty. Przyczynił się wydatnie do powstania takich płyt jak "Bitches Brew", "Live-Evil", "On the Corner" czy "A Tribute to Jack Johnson". Praca z Milesem - choć potrafiła być fascynującym doświadczeniem, jak choćby przy nagrywaniu właśnie "Bitches Brew", gdy nic nie było przygotowane z góry a muzyka powstawała na bieżąco, w studiu - potrafiła być trudna. Przekonał się o tym nie tylko perkusista ale również jego żona, nie mile widziana w trasie koncertowej. W 1972 roku DeJohnette opuścił grupę Davisa. Nadal pracował jednak z dawnymi kolegami z zespołu - Johnem McLaughlinem, Chickiem Coreą, Davem Hollandem i Keithem Jarrettem.

Perkusista rozpoczął karierę lidera jeszcze podczas pracy z Davisem - w 1969 roku wydał swoją pierwszą płytę "The DeJohnette Complex". W latach 80-tych stał się jednym z ulubionych muzyków wytwórni ECM, która angażowała go m.in. do nagrań Jana Garbarka i Pata Metheny'ego. Pierwszym zupełnie osobistym zespołem DeJohnette'a był Compost. Kolejnymi były: Directions (z basistą Mike'iem Richmondem, saksofonistą Alexem Fosterem i gitarzystą Johnem Abercrombiem) i Special Edition. W kolejnym projekcie, New Directions, basistę zastąpił Eddie Gomez a saksofonistę Lester Bowie. Dobre transfery. Od 1979 roku perkusista dowodził bardziej swingująca grupą niż eksperymentującą, Special Edition, z saksofonistą Davidem Murrayem. Formacja rozpoczęła działalność jako zespół akustyczny, z czasem coraz bardziej dryfując w stronę muzyki elektronicznej i pop. Nie zapominajmy również o niezwykłym trio "Gateway", które DeJohnette stworzył z Abercrombiem i Hollandem na potrzeby katalogu wydawniczego ECM.

Muzyk nie przestaje pracować - ostatnia płyta 70-letniego perkusisty to pochodząca z tego roku "The Ripple Effect". Drugi, po "Sound Travels", w tym roku krążek DeJohnette'a. Pracuje nad własnym materiałem nie przestając jednocześnie dbać o przyszłe pokolenia muzyków jazzowych - prowadzi warsztaty (o czym przekonają się szczęśliwcy we Wrocławiu) oraz dzieli się swoim doświadczeniem z utalentowanymi młodymi instrumentalistami jak choćby Ambrose Akinmusire i Esperanza Spalding.