Glen Moore – moje życie to Oregon

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Marzec 2015 przyniósł smutne wieści dla fanów legendarnego Oregonu. Współzałożyciel i serce kompozycyjne grupy – Glen Moore odszedł z zespołu. Przez ostatnie 45 lat, stanowił tam nie tylko trzon sekcji rytmicznej. Był także źródłem muzycznego zespolenia i przyjaznej atmosfery w zespole. Fani są zgodni: nieważne kto go zastąpi, Oregon nie będzie już tym samym zespołem. Dziś, ten nieprzewidywalny, ceniony i niezapomniany kontrabasista kończy 75 lat. Dlaczego Glen Moore jest  niezastąpiony?

Glen Moore to artysta ściśle związany ze swoim rodzinnym Oregonem. Tam studiował historię i literaturę, uczył się gry na wiolonczeli, tam zaczął swoją przygodę z jazzem i wreszcie  -  tam, w 1970. założył swój legendarny zespół. Do dziś wraz z rodziną mieszka w oregońskim Portland, gdzie ma własne studio nagraniowe i pomimo zaawansowanego wieku udziela się w wielu projektach edukacyjno – muzycznych. Jego przywiązanie do Oregonu nie stoi jednak na przeszkodzie częstym trasom koncertowym, po całym świecie (dla przykładu, w listopadzie odwiedzi… Węgry). Wygląda więc na to, że wiek emerytalny Glen Moore ma tylko w swojej metryce.

 

Największą zasługą Glena Moore’a w świecie muzyki, jest założenie wspomnianego już Oregonu. Zespół powstał w 1970 z inicjatywy Ralpha Townera, Paula McCandlessa, Collina Wallcotta i Glena Moore’a. Grupa już swoim pierwszym albumem „Music of Another Present Era” zrewolucjonizowała podejście do muzyki improwizowanej, wplatając weń elementy muzyki hinduskiego folkloru, wschodnie skale, a także motywy klasyczne. Prawdziwy upust tym ciągotom, muzycy dali jednak w 1999 roku, kiedy to Oregon zakończył pracę nad 23 albumem zespołu – Oregon in Moscow. Nagrania uświetniła moskiewska Wielka Orkiestra Symfoniczna im. Piotra Czajkowskiego. Pomysł, aby połączyć dwa światy – szaloną, energetyczną muzykę z pogranicza world i jazzu, wraz z kilkudziesięcioosobowym składem symfoników to pomysł nad wyraz trafiony. Aranżacje na płycie są piękne, a unoszący się nad nagraniami duch muzyki – prawdziwie międzykontynentalny. Współpraca zespołu była długa i naprawdę owocna (koncerty na całym świecie, od Stanów Zjednoczonych, przez Europę, po Sri Lankę), więc decyzja o odejściu z zespołu Glena Moore’a spowodowała niemały ferment w środowisku muzycznym. Jednak obecny skład uszanował decyzję muzyka, zastępując go równie doświadczonym, włoskim kontrabasistą - Paolino Della Porta.

 

Ale Glen Moore to nie tylko Oregon. Nie da się go tak łatwo zaszufladkować. Kontrabasista współpracował z szeroką gamą instrumentalistów: Airto Moreira, Bill Evans, czy Michael Brecker, a także z licznymi wokalistami: Taj Mahal, Jim Morrison, czy Lorenna McKennit. Nagrywał również z poczytnymi poetami, w ramach projektu Mountain Writers Center. Wśród tych wszystkich współpracy, miał również przygodę z wielkim Zbigniewem Seifertem. W 1979 ukazał się album Introducing Glen Moore, na który składają się kompozycje kontrabasisty. Czytając te wszystkie nazwiska, słuchając dokonanych nagrań i wspominając płodną twórczość Glena Moore’a bez wątpienia można zakwalifikować go do czołówki najbardziej świadomych twórców 20. wieku. Trudno natomiast uwierzyć w to, że w tym roku dobrowolnie zakończył swoją przygodę z legendarnym Oregonem. Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. Może to i prawda, ale w żadnym wypadku nie da się zastąpić artysty rangi Glena Moore’a.