From Cuba with love - 67 urodziny Arturo Sandovala

Autor: 
Piotr Jagielski
Zdjęcie: 

Kariera Arturo Sandovala, syna mechanika, rozpoczęła się w 1962 roku, gdy młody kubański trębacz po raz pierwszy wystąpił w lokalnym zespole jazzowym. Wcześniej aspirujący muzyk próbował różnych instrumentów, jednak prawdziwą miłością zapałał dopiero do trąbki. W 1964 roku zrobiła się poważniejsza i Arturo rozpoczął naukę gry na trąbce w Cuban National School of Arts. Już jako 16-latek został uznany za jednego z najciekawszych muzyków w kraju rewolucji. A rewolucja była jeszcze młoda, nie zdążyła zdziwaczeć do końca. Arturo mógł kształtować swoją muzyczną tożsamość słuchając najwspanialszych przedstawicieli zgniłej, kapitalistycznej muzyki.

Nastolatek zasłuchiwał się w nagrania Charliego Parkera, Clifforda Browna i przede wszystkim Dizzy'ego Gillespiego. Trębacz stał się jego wzorem, ideałem zarówno na gruncie techniki jak profesjonalizmu i nieskazitelności. Jednak rewolucja potrzebuje rewolucjonistów, kreowanych nawet na siłę. W 1971 roku błyskotliwie rozwijająca się kariera Sandovala została zatrzymana przez wezwanie do wojska. Na szczęście, pozwolono mu grywać w Orquestra Cubana de Musica Moderna, co umożliwiło mu utrzymanie codziennego reżimu ćwiczeniowego.

Po odsłużeniu swojego obowiązku wobec Kuby, Castro i pamięci Che Guevary, Arturo mógł już spokojnie zająć się graniem. O ile można było zając się czymś spokojnie na Kubie w połowie lat 70-tych. Rewolucja z 59 roku straciła cały romantyzm wobec nędzy gospodarczej i grozy znalezienia się w więzieniu. Za cokolwiek, za rozmawianie z obcokrajowcem, za działalność wywrotową, za słuchanie amerykańskiej muzyki. Sandoval dodawał jednak do harlemowskiego be-bopu, na którym się wychował, latynoskie brzmienia, co pozwoliło mu w miarę swobodnie kontynuować karierę. Założył, wraz z pianistą Chucho Valdezem i saksofonistą Paquito D'Riverą, trio Irakere, które szybko zdobywało światową uwagę. W 1978 grupa wystąpiła na festiwalu w Newport, dzięki czemu zdobyła kontrakt z wytwórnią Columbia.

Najważniejsze wydarzenie dla Sandovala miało miejsce rok wcześniej, w 1977. Wtedy to poznał swojego bohatera, Dizzy'ego Gillespiego. Mało tego - nie tylko uścisnął mu dłoń, spełniając tym samym dziecięce marzenie, ale nawet pojechał w trasę z legendarnym trębaczem, zwiedzając Europę i Stany Zjednoczone. Stał się gwiazdą, kimś dla reżimu Fidela atrakcyjnym ale i niebezpiecznym, bowiem trudnym do kontrolowania. Czy mu się to podobało, czy nie, Castro musiał godzić się na okazjonalne wypady najgłośniejszego kubańskiego trębacza do znienawidzonej Ameryki. W 1981 roku Sandoval rozwiązał dotychczasowy zespół i wyruszył w trasę koncertową z nową grupą, występując nawet z BBC Symphony Orchestra w Londynie oraz Leningrad Symphony w Związku Radzickim. Na to Fidel nie miał problemu z udzieleniem zgody. Jednak Sandoval zaczynał mieć już poważnie dość dyktatora, Hawany, Kuby i dbania o dobro rewolucji. Upewniwszy się wpierw, że jego żona i dzieci znalazły się bezpiecznie w Stanach Zjednoczonych, sam również uciekł. Właściwie nawet nie tyle uciekł, co nie wrócił. Koncertował właśnie w Rzymie z Gillespiem, sytuacja była korzystna. Przyjął amerykańskie obywatelstwo w 1999 roku.

Dziś Sandoval robi co mu się podoba i kiedy. Występuje nie tylko z jazzmanami ale również z artystami pop, jak Alicia Keys czy Justin Timberlake. Zdążył zagrać z Frankiem Sinatrą. Przez wiele lat mieszkał spokojnie na Florydzie, niedaleko Hawany, ale w bezpiecznej od niej odległości. O oparciu o jego biografię powstał nawet film. "For Love or Country: The Arturo Sandoval Story". W rolę trębacza wcielił się Andy Garcia.