Abbey Lincoln – dziś nikt już tak nie śpiewa

Autor: 
Marta Jundziłł
Zdjęcie: 
Autor zdjęcia: 
mat. promocyjne

Jedna z największych div jazzowych epoki, która nieodwracalnie przeminęła. Ciepły, przeszywający głos, mądre interpretacje i swingująca dusza to cechy dzięki którym Abbey Lincoln jako jedyna uznawana jest za artystkę godnie kontynuującą dorobek wokalny niezapomnianej Billie Holiday. Niestety gwiazda Abbey Lincoln zgasła 7 lat temu. Artystka nie pozostawiła po sobie żadnej jazzowej następczyni. Dziś nikt już tak nie śpiewa.

Anna Marie Wooldridge (bo tak w rzeczywistości nazywała się Abbey Lincoln)  urodziła się 06.08.1930 roku w Chicago. Swój debiutancki album Affair… A Story Of A Girl In Love nagrała stosunkowo późno, bo w wieku 26 lat. Po tym debiucie jej kariera nabrała jednak tempa. W swoim dorobku ma ponad 20 albumów studyjnych, współpracowała z wielkimi instrumentalistami swoich czasów: Theloniousem Monkiem, Stevem Colemanem, czy Maxem Roachem – swoim późniejszym, jedynym mężem.

 

Z perkusistą - Maxem Roachem poznała się w jednym z klubów w Los Angeles, podczas jej wieczornego występu w 1959 roku. Trzy lata później muzycy wzięli ślub. Jeszcze przed ślubem, wraz z Maxem Roachem, Abbey Lincoln nagrała wspaniałą, ważną społecznie i wybiegającą muzycznie na przód płytę – We Insist! Freedom Now Suite (1960). Jest to zbiór awangardowych protest songów, które poruszają kwestię praw obywatelskich Afroamerykanów  w Stanach Zjednoczonych. Muzyka na tym mocnym albumie, jest chyba jeszcze bardziej przejmująca niż wyśpiewywane przez Abbey teksty. To kompozycje bardzo przenikliwe, muzycznie wybiegające o wiele na przód – bez instrumentu harmonicznego, z fragmentami deklamacji i przeraźliwego wrzasku wokalistki. Małżeństwo Abbey i Maxa rozpadło się po 8. latach, ale ich wspólne nagrania, pomimo upływu 50 lat - bronią się do dziś.

 

Podczas małżeństwa z Maxem Roachem, Abbey Lincoln przestała intensywnie eksplorować jazzowe sceny. To on utrzymywał rodzinę i zajmował się swoją karierą. Abbey – zjawiskowo piękna i wyważona schowała swoje muzyczne aspiracje do kieszeni, jako substytut traktując produkcje filmowe. Zagrała w kilku filmach: m.in. Nothing But A Man (1964), For Love Of Ivy (1968) Jednak bazowanie na swoim wdzięku i wyglądzie szybko przestało ją satysfakcjonować. Zarzucając Roachowi szowinizm i niedocenianie jej talentu, w 1970 Abbey wniosła pozew o rozwód, aby przez resztę życia móc bezkarnie poświęcić się muzyce. Od tego momentu nagrała wiele wspaniałych, swingowych płyt, które od razu płynnie przechodziły do historii jazzowej wokalistyki i do dziś stanowią bezwzględną inspirację dla wszystkich ludzi, posiadających choć krztynę muzykalności.

Abbey Lincoln słynęła z pewności siebie. Nie lubiła być stawiana na równi z divami swoich czasów. Czuła się zbyt oryginalna, wyjątkowa i dumna, by pozwolić sobie na porównania do kogokolwiek. Trudno się dziwić. Wyjątek stanowiła jedynie Billie Holiday. W obszernej dyskografii, Abbey Lincoln nagrała dwie płyty poświęcone pamięci swojej największej i prawdopodobnie jedynej idolki (Abbey Sings Billie Vol. 1 i Vol. 2, 1987). To właśnie od Lady Day, Abbey przejęła egzaltację i intymny stosunek do wykonywanych piosenek. Wkładała w nie całe serce i swoją czarną duszę. Zmarła na Manhattanie w 2010 roku. Dziś miałaby 87 lat.