Artykuły

  • 10. Letnia Akademia Jazzu w Łodzi

    Już po raz dziesiąty do łódzkiego klubu Wytwórnia zjadą muzycy jazzowi nie tylko z naszego kraju, ale i uznani artyści zagraniczni, by współtworzyć niemal dwumiesięczny cykl koncertów Letnia Akademia Jazzu. Jak wiadomo, tu i ówdzie realizowany bywa zwyczaj, że w wakacje należy proponować jazz za darmo i tylko w dni weekendowe, co prawie zawsze dzieje się kosztem zarówno jakości muzyki, jak i warunków słuchania.

  • Mike Mainieri - człowiek, który wymyślił Steps Ahead.

    Jego nazwisko znajdziemy na płytach Paula Desmonda, Kenny’ego Burrella czy Buddy’ego Richa. Grywał jako nastolatek z legendarną orkiestrą Benny’ego Goodmana. Gdy miał lat 20 zwyciężał w ankietach Down Beatu. Zdarzyło mu się również pracować jako sideman z wielkim Colemanem Hawkinsem, ale świat tak naprawdę pokochał go za formację Steps Ahead, którą wymyślił i na czele której stoi do dziś. Mike Mainieiri – wibrafonista, kompozytor i producent świuje dziś urodziny.

  • Miguel Zenon – Nowojorskie Puerto Rico w Warszawie

    Mimo że Miguel Zenon ponad połowę swojego życia spędził w centrum Stanów Zjednoczonych, to nadal mocno utożsamia się z rodzinnymi stronami Puerto Rico. Elementy historii puertorykańskiej muzyki przemyca niemal do każdego swojego projektu. Na szczęście nie robi tego w kiczowaty i niestaranny sposób. Miguel Zenon blenduje elementy puertorykańskiej muzyki, pełnej rytmizującego ducha i tanecznej werwy, z nowojorskim, improwizowanym jazzem. Jak zręcznie miksuje obie te stylistyki ocenić będzie można podczas koncertu wieńczącego tegoroczne Warsaw Summer Jazz Days, 09.07.2017.

  • Branoford Marsalis - Ivo Pogorelich nie ma tego czegoś....

    Nie ma potrzeby pisać wprowadzenia kiedy rozmówcą jest Branford Marsalis. A ten przyjeżdża do nas całkiem często, za niedługo przyjedzie ze swoim kwartetem i Kurtem Ellingiem i choć wydawać by się mogło, że zapytano go już o wszystko, to jednak okazuje się, że nie i że wciąż z jego głowy wyskakują myśli warte zapisania i zapamiętania. Oddajmy głos Branfordowi Marsalisowi i Piotrowi Jagielskiemu.

  • Standardy istnieją chyba tylko po to, żeby zagrał je kiedyś Ahmad Jamal

    „Zwykle ćwiczę przy otwartych drzwiach. Zawsze tak grałem, licząc że ktoś będzie przechodził i mnie odkryje” – wyznał kiedyś Ahmad Jamal. Na swoją szansę musiał poczekać, ale w 1950 roku, podczas występu w nowojorskim klubie Embers, zobaczył go John Hammond, odkrywca talentów Billie Holiday i Counta Basiego. Hammond zaoferował Jamalowi kontrakt z filią wytwórni Columbia rozpoczęła się długa i bogata kariera muzyczna Ahmada Jamala, ulubionego pianisty Milesa Davisa; muzyka, o którym Stanley Cruoch powiedział, że jest najbardziej wpływową postacią w historii jazzu, po Charliem Parkerze, jednego z największych innowatorów jazzowej pianistyki, którego twórczość w znacznej mierze ukształtowała muzyczne umysły Billa Evansa, Herbiego Hancocka czy McCoya Tynera. Zaczęła się od grania przy otwartych drzwiach.

  • Współcześni wokaliści okołojazzowi

    Czy tego chcemy, czy nie, podział na płci w świecie muzyki rozrywkowej jest dość brutalny: kobiety częściej śpiewają, a mężczyźni grają na instrumentach. I choć świat wokalistyki jazzowej od dziesiątek lat jest zdominowany przez płeć piękną, to jednak zdarzają się wspaniałe wyjątki; rodzynki w tym sfeminizowanym cieście. I nie mam tu na myśli Franka Sinatry, czy Nat King Cole’a, lecz śpiewaków współczesnych, promujących muzykę okołojazzową w XXI wieku.

  • Stanley Clarke - 66 urodziny śpiocha

    Być może najważniejszy dzień w życiu Stanleya Clarke’a rozpoczął się od spóźnienia. Stanley zaspał do szkoły, był wówczas jeszcze w liceum, i spóźnił się na zajęcia w Roxborough High School w Filadelfii. Gdy wpadł wreszcie zdyszany na lekcje muzyki okazało się, że wszystkie najlepsze instrumenty zostały już zajęte – gitara, klawisze, perkusja, skrzypce. Na nic zdała się cała edukacja, którą zdążył pobrać, umiejętność gry na akordeonie, skrzypcach i wiolonczeli. Wszystko najlepsze było już zaklepane. Została tylko słabizna – gitara basowa. Nie mając szczególnego wyboru, Stanley położył ręce na basie, po raz pierwszy w życiu. Kilkadziesiąt lat później w podziękowaniu za to poświęcenie Stanley Clarke odebrał honorowe wyróżnienie – klucze do miasta. Między dniem wielkiego zawodu, gdy okazało się że Stanley będzie musiał zostać, ku własnej rozpaczy, basistą a dniem, w którym odbierał klucze do bram Filadelfii wydarzyło się bardzo wiele dobrego.

  • Impresja na 86 urodziny Andrew Hilla

    Wszystko zaczęło się przez kompletny przypadek. Moja znajomość, która miała później okazać się głęboką przyjaźnią, z Andrew Hillem, zaczęła się przez pomyłkę. Aż wstyd się przyznać – choć wszystko wydarzyło się kawałek czasu temu i być może nie muszę czuć już takiego wstydu jak tego dnia, kiedy wziąłem Andrew Hilla za Herbiego Hancocka. A wszystko z winy Dona, w którego nowojorskim mieszkaniu znalazłem płytę, której okładkę znałem, choć samej płycie nie poświęciłem wówczas wystarczającej uwagi.

  • Geri Allen - wielka postać wielkiej jazzowej pianistyki nie żyje.

    Jeszcze nie tak dawno świętowaliśmy jej urodziny, jeszcze niedawno wspominaliśmy jej wspaniałe nagrania tęskniąc za jej przyjazdem do Polski w regularnie pracującym z nią working bandem. Dzisiaj tęsknić będziemy za nią ponieważ nie odwiedzi nas już nigdy.

  • Brandon Ross - gitarzysta od zadań specjalnych

    Tak, wiem, piszemy o Brandon Rossie w kontekście zbliżającego się dużymi krokami koncertu grupy Harriet Tubman w ramach kolejnej już odsłony Warsaw Summer Jazz Days. Nie może być zresztą inaczej, wszak to właśnie ten zespół powinien wnieść dużo ożywienia do festiwalowego repertuaru i przy pomyślnych wiatrach trafić do publiczności. A gitarzysta Brandon Ross jest znaczącą częścią tego przedsięwzięcia i najbardziej chyba wyróżniającą się postacią tego kolektywu, który na jazz patrzy przez pryzmat rocka, funku i awangardy.

  • Medeski, Martin & Wood - muzycy z gruntu szaleni

    Trudno rozstrzygnąć, czy w spotkaniu tej trójki większą rolę odegrało szczęście, czy też przeznaczenie. Odległości między miastami, w których wychowywali się John Medeski, Chris Wood i Billy Martin liczyć można w tysiącach kilometrów. Gdyby wziąć pod uwagę miejsca ich urodzenia, dystans ten jeszcze rośnie. Ale przestrzeń owa okazała się nie mieć znaczenia, decydujące okazało się co innego: wspólny cel oraz porozumienie, tak zwana chemia, która połączyła muzyków w jeden, doskonale działający kolektyw.

  • Gwiazda mimo woli - amerykańska gwiazda wokalistyki Tierny Sutton kończy dziś 54 lata!

    We współczesnym świecie muzycznym, jazzowym czy nie jazzowym,  od momentu, gdy z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu kształtowaniem muzycznych gustów zajęła się telewizja, ogólnie przyjętą normą jest postępowanie w zgodzie z zasadą gwałtownego i zazwyczaj przesadzonego sukcesu. Stawanie się sławnym z dnia na dzień przytrafia się tak często, że ciężko jest nawet nadążyć za zmiennością telewizyjnej mody.

  • Julian Lage – kiedyś cudowne dziecko, dziś dojrzały mistrz

    Dotychczas miałem okazję słuchać gitarzysty Juliana Lage'a na żywo raz – było to przed kilkoma miesiącami w warszawskim klubie Pardon, To Tu. Grał wówczas w duecie z Nelsem Clinem, prezentując materiał z ich wspólnego albumu „Room”. Tak się akurat złożyło, że kilka dni występował tam inny duet: Joe McPhee z Chrisem Corsano. Były to całkiem odmienne koncerty. McPhee z Corsano eksplorowali intensywne free, z kolei Lage z Clinem opowiedzieli się za muzykowaniem radosnym, komunikatywnym, ewidentnie wirtuozowskim, pełnym lekkości.

  • Cichy geniusz - Reggie Workman@80

    Reggie Workman jest jednym z „cichych geniuszy” muzyki jazzowej – artystów, o których niestety nie mówi się tak często, jak należy. Workman to nie tylko wielki kontrabasista, ale również znakomity kompozytor i nauczyciel. Wzór elegancji i klasy – zarówno na scenie, jak poza nią. Nazwisko profesora Reginalda Workmana powinno wymieniać się jednym tchem obok Mingusa, Chambersa, Garrisona , Cartera i innych geniuszy kontrabasu.

  • Marcin Olak Poczytalny - Jak przeżyć wakacje?

    W zasadzie lubię wakacje. Można sobie wyjechać, odpocząć – w ogóle jest fajnie. Pewnym problemem jest to, że w tym akurat momencie wszyscy wyjeżdżają i odpoczywają, więc zderzenie z bliźnimi i ogólnie przyjętym sposobem wypoczywania wydaje się być nieuniknione. Już niedługo statystyczny obywatel usiądzie w klapkach przy basenie i zacznie delektować się bliżej nieokreślonym drinkiem z all inclusive, tupiąc raźnie nóżką w rytm najgorętszych hitów lata.

Strony