Artykuły

  • Bill Evans - muzyk wolny od swojej przeszłości

    W historii jazzu zdarzyło się, że dwóch genialnych muzyków nosiło to samo imię i nazwisko. Z oboma grał Miles Davis, obu chwalił i każdy z nich wytyczał nowe kierunki rozwoju swoich instrumentów. Bohaterem tej historii będzie, gość 10. edycji Lublin Jazz Festival, Bill Evans.

  • Tom Harrell – płynące z serca melodie

    Chcąc skierować myśli na tych z aktywnych jeszcze, dojrzałych muzyków, którym z jednej strony blisko do estetyki jazzu sprzed czterech czy pięciu dekad, a z drugiej – którzy potrafią do dziś ten bagaż doświadczeń i fascynacji przekuć na różnorodną, interesującą sztukę, należy wymienić nazwisko Toma Harrella. Ten 71-letni artysta niemal od początku swej profesjonalnej kariery grał z postaciami dla jazzu wybitnymi: Stanem Kentonem, Woodym Hermanem czy Horace'm Silverem.

  • Człowiek kameleon! Dziś 78 urodziny Herbiego Hancocka!

    Herbie Hancock to jazzowa instytucja. Członek wielkiego kwintetu Milesa Davisa, tak zwanego „drugiego”, znakomity muzyk sesyjny, lider, genialne dziecko i kłopot jazzowych purystów. Hancock jest tyleż wielki, co kontrowersyjny. Jest jednym z najbardziej wpływowych pianistów, jednym z głównych twórców ery post-bopu, który choć szybko zyskał uznanie jako klasyczny pianista, nigdy nie przestał szokować krytyków i publiczności, stale zmieniając brzmienie i swoją muzykę. Popychał ją naprzód, nawet jeśli miało się to wiązać z krytyką, niezrozumieniem i niechęcią środowiska.

  • Keith Jarrett – piosenki po upadku

    Był taki czas kiedy Kieth Jarrett zamilkł. Odwołał koncerty solowe, a jego legendarne Standard Trio zawiesiło działalność. Nie trwało to bardzo długo, ale wystarczająco, żeby świat jazzu zaczął na poważnie zastanawiać się czy jeszcze usłyszy wielkiego pianistę. Sprawa była poważna od końca 1996 roku Keith Jarrett prawie nie wychodził z domu, a diagnoza poważna - największy z żyjących pianistów współczesnego jazzu cierpi na chorobę, którą lekarze nazywają syndromem chronicznego zmęczenia.

  • Marius Neset – od Beatlesów po Schönberga

    W Norwegii pierwsze dźwięki jazzu na żywo wybrzmiały prawie sto lat temu – mówiąc dokładniej w 1921 roku, za sprawą zespołów Feldman’s Jazz Band oraz The Five Jazzing Devils. Czternaście lat wcześniej, przeżywszy ponad sześć dekad, w swoim rodzinnym mieście Bergen zmarł słynny norweski kompozytor Edvard Grieg. Zaś w 1985, dawno po tamtych wydarzeniach, przyszedł na świat muzyk, dla którego oba fakty okazały się mieć niemałe znaczenie.

  • Dziesięć płytowych kroków po świecie Cecila Taylora

    Nie pamiętam świata muzyki bez Cecila Taylora. Cecil Taylor zawsze gdzieś był. Nie zwróciłem uwagi na niego kiedy widziałam i słyszałem go po praz pierwszy na żywo. Ale w 1984 roku na niewiele rzeczy jazzowych zwracałem uwagę i nawet elektryczny Davis był dla mnie nie lada wyzwaniem. A Taylor grał muzykę daleko wyprzedzającą to co robił Miles i o kilka tysięcy lat świetlnych moje możliwości percepcyjne.

  • Poważne przestrogi Milana Kundery-muzykologa w powieści „Żart”

    Lubię, gdy twórcy w różnoraki sposób odnoszą się w swoim dziele do własnych pasji: kiedy karty powieści, sekwencje filmowe czy malowane płótna nawiązują do tego, co artystę zajmuje na co dzień. Podoba mi się na przykład, że wczesne filmy Krzysztofa Zanussiego stanowią echo jego fascynacji nauką i rozmów, jakie odbywał jako student fizyki oraz filozofii. Dodatkowego waloru powieści „Lolita” przydaje fakt, że Vladimir Nabokov zawarł w niej wiele odniesień do swej pasji entomologicznej.

  • Carmen McRae – wielka diwa

    Gdy Carmen McRae miała zaledwie 17 lat, poznała osobiście swoją największą bohaterkę – Billie Holiday. Zakochała się od pierwszego wejrzenia. Zapragnęła być jak „Lady Day”, elegancka, adorowana i niezależna w każdym calu. Billie potrafiła pobić gołymi pięściami dwóch pijanych marynarzy, którzy zgasili papierosy na jej płaszczu.

  • Freddie Hubbard: król hard bopu

    Wielu zarzuca mu, że decydując się na komercyjny sukces, zatracił możliwość tworzenia wielkich rozwojowych rzeczy u boku Ornette’a Colemana, czy Johna Coltrane’a. Ja natomiast cenię fascynację z jaką Freddie Hubbard konsekwentnie wykonywał muzykę bopową, rozszerzając i ubarwiając jej definicję. Dziś ten ogromnie zasłużony dla historii jazzu trębacz obchodziłby swoje 80 urodziny.

  • Billie Holiday@103

    Istnieje teoria, w zgodzie z którą musimy przyznać, że niezależnie od tego, jakiej współczesnej jazzowej (i nie tylko jazzowej) wokalistki słuchamy, faktycznie słuchamy Billie Holiday. Mnie przekonuje. Jeśli Louis Armstrong zrewolucjonizował wokalistykę jako dziedzinę od strony formalnej (będąc pionierem scatu) to Billie wniosła do sztuki śpiewu ogromne, niespotykane wcześniej, pokłady wrażliwości.

  • Alexander von Schlippenbach - wyobraźnia jest królową zdolności

    Muzyka free improvised, często oddalona od idiomu jazzowego, ale często także do niego odwołująca się w bardzo wyrazisty sposób. Choć od czasu kiedy pojawiła się na mapie muzyki świata minęło ponad pięć dekad, wciąż trzeba o nią walczyć, starać się, aby była dostrzeżona, w sposób jej należny. Zdania są podzielone czy powstała na Wyspach Brytyjskich, w umysłach takich twórców jak Derek Bailey, Gavin Bryars, Tony Oxley czy John Stevens, czy może w Holandii, gdzie tworzyli Han Bennink i Micha Mengelberg? A może powstała zupełnie gdzie indziej, blisko nas w Niemczech? To niewykluczone.

  • Cecil Taylor zmarł w wieku 89 lat.

    Spośród wszystkich wielkich osobowości, jakie wydała muzyka jazzowa, chyba najtrudniej pisać o Cecilu Taylorze. I dzieje się tak wcale nie dlatego, że jego twórczość na przestrzeni lat jest słabo udokumentowana albo występują problemy ze zdobyciem nagrań. Nic z tych rzeczy. Decyduje o tym sama muzyka. Ani szczegółowy biogram, pisany przez skrupulatnego historyka, ani też okraszone anegdotkami opowiadanie nie odda zjawiskowości samej postaci Cecila Taylora, a tym bardziej wyjątkowości jego sztuki. Od dziś będziemy o nim pisać w czasie przeszłym. 5 kwietnia Cecil taylor zmarł.

  • Noah Howard - tajemniczy Nowoorleańczyk

    Dla osób, które dużą wagę przykładają do nagrań z nurtów fire music i free jazz drugiej połowy lat 60. i początku kolejnej dekady, amerykański saksofonista Noah Howard jest z pewnością jednym z głównych bohaterów tamtego okresu. I nie sposób się takiemu podejściu dziwić, wszak ten pochodzący z Nowego Orleanu instrumentalista, nie tylko był godnym kontynuatorem spuścizny Johna Coltrane’a czy Alberta Aylera, ale też odnajdywał za pomocą altowego, sopranowego i tenorowego saksofonu swój własny głos.

  • Horace Tapscott – wielki niedoceniony kreator

    "Music, Music, Great Black Music!" - śpiewają członkowie Art Ensemble of Chicago, kiedy w finale ich koncertów pojawia się hymn drugiej chicagowskiej awangardy, zatytułowany „Odwalla”. Tak, wielka czarna muzyka pewnie już na zawsze w pierwszym odruchu kojarzyć się będzie z pięknym, fascynującym i trwającym do dziś ruchem AACM – Association For The Advancement of Creative Musicians. I słusznie, że tak jest. Zapoczątkowana w połowie lat 60.

  • Evan Parker – w poszukiwaniu atrybutów wyjątkowości

    Evan Parker - być może największy improwizator i najdoskonalszy saksofonista dzisiejszej muzyki.

    „Muzyka z tego albumu była komponowana poprzez improwizację” – konstatuje Evan Parker, na pozór przewrotnie, w liner notes jednej ze swych najpiękniejszych solowych płyt ”Six Of One”.

Strony